Pierwszym sygnałem ostrzegawczym był duży ruch spadkowy na kontraktach na WIG20 tuż po rozpoczęciu notowań rynku terminowego. Choć w dużej mierze przyczyniło się do niego aktywowanie serii zleceń stop, był to dobry prognostyk dla wtorkowych notowań. Po podniesieniu się kontraktów i rozpoczęciu handlu na rynku kasowym obserwowaliśmy systematyczną wyprzedaż przede wszystkim największych banków, która spowodowała powolne osuwanie się WIG20. Dodatkowo przy kiepskich danych makro z USA (odczyt wskaźnika ilustrującego nastroje konsumentów) po godzinie 16:00 doszło do przyspieszenia zniżki, a indeks największych spółek stracił na koniec dnia 2,5%.
To nie pierwsze rozczarowanie w sektorze blue chipów w ostatnich tygodniach, lecz w mojej ocenie cały czas nie ma podstaw do mówienia o trwałym zerwaniu korelacji naszego rynku z giełdami zagranicznymi. Widoczne ryzyka, takie jak możliwe osłabienie złotówki lub większe spadki cen miedzi są wciąż jedynie potencjalnymi zagrożeniami. To powoduje, że w każdym momencie może powrócić silny popyt ciągnący nasz rynek w górę do poziomów analogicznych do aktualnej pozycji niemieckiego DAX czy też amerykańskiego S&P500.
Na dzisiejszej sesji warto pamiętać o tym, że mamy koniec kwartału, co może być podstawą do nieco odważniejszych decyzji graczy instytucjonalnych na rynku, choć osobiście nie przykładam do takich dat szczególnie dużej wagi. W najbliższych dniach kluczowe będą publikacje danych makroekonomicznych, które do piątku powinny mocno wpływać na rynki akcji.