Relatywna słabość GPW wynika między innymi z tego, że drugi dzień z rzędu widzieliśmy sporą podaż na polskich spółkach surowcowych. Choć popytowi tym razem udało się zminimalizować straty, dwudniowy bilans handlu na KGHM, PKN i Lotosie jest jednoznacznie negatywny i w przeciwieństwie do całego rynku, w przypadku tych walorów jest zdecydowanie trudno o optymizm.
WIG20 tymczasem znalazł się w okolicy 1920 punktów, czyli poziomu, który jeszcze niedawno stanowił główny techniczny opór. Stosunkowo łatwy powrót poniżej tego pułapu w trakcie wczorajszych notowań potwierdza słabość strony popytowej – po wybiciu się z miesięcznej konsolidacji z maja WIG20 powinien mieć za sobą kilka bardzo udanych tygodni, tymczasem maksymalny wzrost o niewiele ponad 100 punktów należy uznać za rozczarowanie.
Sygnał słabości kupujących na rynku nie jest jednak jeszcze sygnałem sprzedaży. Nadal można liczyć na to, że w przypadku powrotu popytu na spółki z branży finansowej możemy jeszcze zobaczyć nowe lokalne szczyty indeksu największych spółek. Głównym technicznym poziomem sygnalnym jest linia trendu przebiegająca w okolicy 1880 punktów i jej przełamanie traktowałbym jako sygnał do dłuższej i bardziej rozbudowanej korekty.