Punktem zwrotnym okazała się być publikacja danych z amerykańskiego rynku nieruchomości. Łączna liczba rozpoczętych budów domów i apartamentów w Stanach jest najniższa od 1959 roku, czyli od momentu publikowania tych danych przez rząd. Choć dane te są często rewidowane i być może zaniżają faktyczne wielkości, to jednak ich wymowa była zdecydowanie negatywna i popsuła sentyment do akcji na wszystkich światowych parkietach, w tym na GPW, które przeżyło dość szybki i mocny spadek.

Mimo sporych wahań skończyliśmy sesję wzrostami, choć jednocześnie można powiedzieć, że w ogólnym obrazie rynku ponownie nic się nie zmieniło. Impas w obszarze 1800-1900 trwa i rynek wciąż nie może zdecydować się w którą stronę pójść. Sprężyna się jednak napręża i w pewnym momencie zaobserwujemy spory ruch, a kierunek wyznaczy nam również chwilowo niezdecydowany rynek amerykański. Moim zdaniem nieco większe szanse ma strona podażowa.