Konsekwencją tego bardzo słabego zachowania się indeksów amerykańskich dla GPW było pogłębianie spadków i pogorszenie krótkoterminowej sytuacji technicznej. Na razie jednak utrzymywany jest ostatni bastion na naszym parkiecie, czyli październikowe minimum WIG20. Choć istnieje szansa, że obronimy to wsparcie, to jednak wymagałoby to zerwania korelacji ze spadającymi indeksami na Wall Street, a to nie jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Szansy dla naszego rynku upatrywałbym jedynie w ewentualnym kolejnym dniu odwrotu w USA. Sesja piątkowa, która przyniosła mocne wzrosty, mogła być takim dniem, wymagałoby to jednak potwierdzenia kolejnym wyraźnym wzrostem na początku tygodnia.

Analizując bardzo słabą sytuację w USA warto zwrócić uwagę na analizę sentymentu inwestorów. Mark Hulbert w swoim komentarzu po czwartkowej, mocno spadkowej sesji podał, że podobnie jak po październikowym przesileniu sentyment do rynku jest relatywnie za wysoki jak na rynkowy dołek (za mało pesymistów). Według tej interpretacji spadki muszą się jeszcze pogłębić, a nastroje pogorszyć, aby z kontrariańskiego punktu widzenia mówić o możliwym istotnym dołku. Ostatnim razem taka interpretacja okazała się być słuszna.