W tym pierwszym przypadku na wykresie dziennym został wyrysowany popytowy młot, będący świecową formacją odwrócenia trendu. Znaczenie tej formacji dodatkowo wzmacnia fakt, że znajduje się ona na poziomie dołka z poprzedniego piątku.

Znaczenie wczorajszej zwyżki na Wall Street jest nie tylko istotne z uwagi na obronę piątkowego dołka, ale przede wszystkim ze względu na to, że popyt wyraźnie zwyciężył pomimo opublikowanych w czwartek recesyjnych danych o produkcji przemysłowej i indeksie Fed z Filadelfii.

Dynamika produkcja spadła we wrześniu o 2,8 proc., przy prognozach na poziomie -0,9 proc. To największy spadek od 34 lat i kolejne potwierdzenie, że amerykańska gospodarka podąża ścieżką recesji.

Indeks Fed z Filadelfii w październiku spadł do -37,5 pkt. z 3,8 pkt. i miał najniższą wartość od 18 lat. To, jak fatalne to były dane, jeszcze lepiej obrazuje fakt, że spadek ten był największym w historii tego indeksu.

Silne wzrosty, przy tak negatywnych impulsach makroekonomicznych, są dlatego tak istotne, że może to skłaniać do postawienia tezy, że recesyjne dane z USA są już zdyskontowane przez rynek akcji.

Kolejnym czynnikiem wspierającym dziś stronę popytową są opublikowane w czwartek wieczorem wyniki Google, AMD i IBM. Zostały one dobrze przyjęte przez inwestorów, co przełożyło się na wzrost akcji Google o ponad 9 proc., AMD o 12 proc., a IBM o 2 proc. w handlu posesyjnym.

Oprócz wymienionych czynników z USA, stronę popytową w sposób bezpośredni wspierać też będzie prawdopodobne silne odbicie na czołowych europejskich parkietach, po tym jak wczoraj zaliczyły one silne spadki.

Nie należy też zapominać o widocznej w czwartek, wewnętrznej sile polskiego rynku akcji. Sile, która w pewnym momencie pozwoliła indeksowi WIG20 wyjść na plusy, pomimo że zaczynał on dzień od przetestowania poziomu 1855,19 pkt., czyli od spadku o 5,66 proc. To pokazuje, że warszawski parkiet może przygotowywać się do większej korekty.