Na niespełna godzinę przed otwarciem sesji na Wall Street, na dużych, bo przekraczających 4 proc. plusach, są kontrakty na amerykańskie indeksy.
Z tego, bardzo optymistycznego obrazu, wyłamuje się warszawski parkiet, gdzie wzrosty indeksu dużych spółek sięgają tylko 0,5 proc., a indeksu WIG ledwo przekraczają 1 proc. Nastroje w Warszawie popsuły się krótko przed godziną 13-tą, gdy nastąpiła gwałtowna realizacji zysków, po porannych silnych wzrostach, które w pewnym momencie wywindowały indeks WIG20 o 3,5 proc., a WIG o 3,3 proc. Niewykluczone, że zyski realizowali inwestorzy, którzy w piątek odważyli się złapać "spadający nóż" lub też część funduszy inwestycyjnych, chcąc zapewnić sobie gotówkę, w obawie przed zwiększoną falą umorzeń jednostek uczestnictwa.
Dzisiejsze gorsze zachowanie polskiej giełdy, na tle europejskich parkietów, nie stanowi o jej słabości. Raczej należy zakładać, że jest to tylko wypadek przy pracy i jeżeli tylko Wall Street potwierdzi w dniu dzisiejszym, zmianę nastrojów wśród inwestorów, to polski rynek ze zdwojoną siłą rzuci się do odrabiania strat. Zwłaszcza, że perspektywy polskich spółek i polskiego rynku akcji, są znacznie lepsze niż zachodnioeuropejskich czy amerykańskich. Chociażby z uwagi na dostępność kredytów.