Oczywiście bezpośrednią przyczyną słabości GPW jest rynek amerykański. W czasie naszych notowań kontrakty na indeksy w USA traciły na wartości wzmagając podaż w całej Europie. Na pewno nie pomaga nam też Rosja, w której ponownie wstrzymano notowania ze względu na dramatyczne spadki.
Wczorajszym notowaniom towarzyszył wzmożony obrót, który pokazuje wejście mocniejszego kapitału do gry, lecz jednocześnie potwierdza dominację głównego trendu. WIG20 dotarł do poziomów notowanych ostatnio w październiku 2005 roku i ta „podróż w czasie” do niższych poziomów prawdopodobnie jeszcze się nie skończyła.
Pierwszym poziomem docelowym dla WIG20 wynikającym z proporcji Fibonacciego jest poziom 2184 punktów, o wiele ważniejszym wydaje się być poziom 2100 punktów, gdzie znajduje się 61,8% zniesienie całej hossy. Myślę, że zbliżając się do tych wsparć indeks największych spółek będzie wyraźne wyczerpywał swój potencjał spadkowy i szukał średnioterminowego dołka. Po wczorajszej kolejnej fatalnej sesji w USA można spodziewać się, że wspomniane poziomy znajdą się dziś jeszcze bliżej rynkowej wyceny indeksu WIG20.