Po wtorkowych doniesieniach, iż gigant nie zdoła podnieść kapitałów własnych ze względu na wycofanie się kluczowego inwestora, wczoraj poznaliśmy szokująco złe wyniki za drugi kwartał – Lehman Brothers wykazał stratę dwa razy większą niż oczekiwano – wyniosła ona 3,9 mld dolarów wobec prognoz na poziomie 2,2 mld. Można sobie wyobrazić, jak na te informacje zareagowały notowania sektora finansowego – sam Lehman stracił na zamknięciu 6%.

Dow Jones po wtorkowym znaczącym spadku, wczoraj zamknął się niezdecydowanym wynikiem +0,34%. Sytuację na nowojorskiej giełdzie poprawiła nieznacznie spadająca cena ropy naftowej – zmniejszyły się bowiem obawy o wzrost inflacji i poprawiły się nastroje konsumentów. W Japonii natomiast po nieznacznych spadkach wczoraj, dziś Nikkei 225 zakończył sesję ze stratą na poziomie -2%. Nad parkietem tokijskiej giełdy wciąż bowiem unosi się widmo obaw o spowolnienie gospodarcze na świecie – Japonia to kraj, którego wzrost gospodarczy w dużym stopniu zależy od eksportu, a więc od globalnego popytu. Na przełomie 2007 i 2008 roku udało się gospodarce japońskiej wyjść z wieloletniej recesji, jednak kryzys na rynkach finansowych i pogorszenie się sytuacji gospodarczej głównych partnerów handlowych Japonii, przyniosły z powrotem ujemny wzrost PKB w drugim kwartale bieżącego roku – od tej pory inwestorzy drżą na myśl o dalszym spadku globalnego popytu. Na Starym Kontynencie najbardziej zniżkowały akcje sektora bankowego. Spadki cen surowców podziałały na nastroje w Europie odwrotnie niż w Stanach Zjednoczonych i spowodowały silną zniżkę cen akcji koncernów wydobywczych. Ostatecznie FTSEurofirst 300 stracił na zamknięciu 0,7%.

WIG-20 spadł wczoraj poniżej wsparcia 2500 punktów i zakończył dzień ze stratą 1,75%. Po pokonaniu poziomu 2500 punktów, kolejnym ważnym poziomem jest dno z połowy lipca. Dzisiejsze notowanie mogą również zakończyć się na minusie, tym bardziej, jeśli dane dotyczące amerykańskiego deficytu obrotów bieżących, jakie spłyną z USA jeszcze przed zamknięciem sesji na GPW, okażą się zgodne z oczekiwaniami – oczekuje się bowiem wzrostu deficytu o 1 mld dolarów.