Skromny popyt w arkuszach zleceń przy spadkach pokazuje, że ogólnie na rynku jest jeszcze dość mało chętnych do akumulacyjnych zakupów na spadkach, a co za tym idzie najprawdopodobniej podtrzymywana jest długoterminowa tendencja odpływu pieniądza z rynku akcji.

Drugie oblicze rynku pokazała końcówka tygodnia. Po publikacji dobrych danych makroekonomicznych z USA, wyprzedany rynek szybko wystrzelił w górę. Widać, że w przypadku wystąpienia korzystnych czynników zewnętrznych, a przede wszystkim wyraźnie rosnących indeksów w Europie Zachodniej i w USA, nasza giełda potrafi zwyżkować. Jak wspomniałem wcześniej problemem jest pasywność rodzimych instytucji przy braku wyraźnych, pro-wzrostowych impulsów z zewnątrz.

Najważniejsze wnioski można jednak wysunąć z obserwacji szerokiego rynku. Gdy tylko największe spółki nie przeszkadzają, a nastroje są nienajgorsze, odzywa się dużo aktywniejsza niż w ostatnich miesiącach spekulacja – to trzecie oblicze GPW. Moim zdaniem na zasadzie efektu domina coraz więcej małych i średnich spółek może wytworzyć spore ruchy wzrostowe. Będą to na obecnym etapie oczywiście jedynie korekcyjne odreagowania, lecz mają one bardzo duże potencjały, co w zeszłym tygodniu zaprezentował np. Prosper czy też Jago. Nie należy zakładać, że są to pierwsze sygnały powrotu hossy – do tego potrzebne jest przejęcie walorów na niskich poziomach, tymczasem na rynku raczej przeważa chęć do krótkoterminowej gry na wzrost, a ruchów akumulacyjnych widać stosunkowo niewiele. Dowodem na to jest np. to, że nawet na bardzo dobrych sesjach w czwartek i piątek kilka procent spółek ustanawiało nowe minima bessy. Nie zmienia to jednak faktu, że szeroki rynek może w najbliższych tygodniach przynieść graczom nieco więcej emocji i przede wszystkim płynności.