Pod względem obrotów wtorkowa sesja przypominała notowania z poniedziałku, kiedy to nie handlowali na GPW główni gracze zagraniczni. Wydaje się, że ponownie te instytucje wstrzymały się z decyzjami, tym razem jednak powodem były dalsze zawirowania polityczne w Rosji. Kontynuowane mocne spadki indeksu moskiewskiego nie wpłynęły na decyzje o sprzedaży aktywów w innych krajach środkowoeuropejskich (nie wskazują na to obroty), ale na pewno mogło to wstrzymać inwestorów przed zakupami. Tymczasem, jak pokazują ostatnie sesje, bez popytu z zagranicy polskie instytucje nie kwapią się z podejmowaniem kluczowych decyzji alokacyjnych.

Sytuacja może zmienić się nawet dziś, gdyż pod koniec wtorkowej sesji zbliżyliśmy się do zeszłotygodniowego dołka WIG20 (2525 punktów). Ewentualne jego przełamanie byłoby wyraźnym technicznym sygnałem sprzedaży, w szczególności dla rynku terminowego, któremu gra na zniżkę przychodzi przecież dużo łatwiej. Indeks powinien wówczas stracić kolejne kilkadziesiąt punktów, psując jednocześnie nienajgorszy obraz techniczny w horyzoncie ostatnich dwóch miesięcy.

Póki ten scenariusz nie zostanie zrealizowany i WIG20 utrzyma się ponad najbliższym wsparciem, nadal można liczyć na pojawienie się większych obrotów i ruch wzrostowy na rynku. W drugiej połowie lipca ktoś mocno zaatakował rynek i wydaje się, że znajdujemy się w odpowiednim miejscu do powtórzenia tego typu ruchu.