Blue chipy cierpiały przede wszystkim przez KGHM. Prawie 7% zniżka notowań spółki może być wiązana z obawami inwestorów przed planowaną korektą budżetu spółki, lecz o wiele prostszym wytłumaczeniem jest po prostu trend spadkowy. Ten trend w przypadku KGHM ma zdecydowanie inny przebieg niż na całym rynku i wydaje się, że potencjał do zniżki nie został jeszcze wyczerpany.
Na szerokim rynku spadało 70% spółek, a 34 walory zanotowały nowe roczne minima. Jedynym walorem, który wzrósł przy wyraźniejszym obrocie był 06NFI. Wśród ciekawszych wydarzeń warto odnotować transakcję pakietową dotyczącą 9% akcji Sfinksa – być może jest to zwykła wymiana między funduszami, lub też kolejna odsłona walki o udziały w spółce ze strony Amrestu. Odpowiedni komunikat pojawi się w najbliższych dniach.
Słabość kupujących dobrze odzwierciedlają obroty, które na całym rynku nie przekroczyły nawet 900 milionów złotych. Przypomnę, że na podobnych poziomach cenowych w drugiej połowie lipca agresywny popyt wydawał miliardy na akcje największych polskich spółek (przede wszystkim banków), teraz kupujący byli w zdecydowanej mniejszości.
Spadek obrotów przy zniżce indeksu jest argumentem za zakończeniem spadków, a technicznie idealnym miejscem do tego byłaby strefa 2530-2540 punktów, czyli poziomy znajdujące się tuż poniżej wczorajszego zamknięcia. Po całkowitym wycofaniu się byków we wtorek oczywiście trudno liczyć na nagły zwrot sytuacji, lecz jest on cały czas prawdopodobny i dzisiejsza sesja może okazać się przełomowa.
Jeśli byki nie obronią wspomnianego wsparcia, to prawdopodobnie dopiero przy lipcowym minimum będzie szansa na odważniejsze poczynania kupujących. Niestety niedźwiedziom sprzyjają indeksy amerykańskie, które w mojej ocenie będą w najbliższych kilkunastu sesjach poddane presji sprzedających. Wczorajsze notowania za oceanem przyniosły bowiem techniczne sygnały potwierdzające możliwość wystąpienia kolejnego głębszego spadku S&P500 oraz DJIA.