Jedyną dobrą wiadomością jest to, że tej przecenie towarzyszą stosunkowo niewiele obroty. To może wskazywać, że spadki są przede wszystkim efektem cofnięcia popytu, a nie zwiększonej aktywności inwestorów pozbywających się akcji.

Głównym źródłem wtorkowej przeceny jest pogorszenie klimatu inwestycyjnego na świecie. Dzisiejszy spadek jest prostą pochodną wczorajszej wyprzedaży na Wall Street (S&P500 -1,51 proc.; Nasdaq Composite -1,45 proc.) oraz dzisiejszej wyprzedaży w Azji (Nikkei -2,28 proc.) i na czołowych europejskich giełdach.

Wtorkową sesję rodzimi inwestorzy kończyliby w znacznie lepszych nastrojach, gdyby nie opublikowane po południu fatalne dane nt. lipcowej inflacji PPI w Stanach Zjednoczonych. Wskaźnik PPI wzrósł o 1,2 proc. miesiąc do miesiąca i 9,8 proc. rok do roku, natomiast PPI core o odpowiednio 0,7 proc. i 3,5 proc. Analitycy tymczasem prognozowali, że PPI wzrośnie o 0,6 proc. w relacji miesięcznej i 9,3 proc. w relacji rocznej, a PPI core o odpowiednio 0,2 proc. i 3,2 proc.

Spadki mają też źródła czysto lokalne. W grupie małych i średnich spółek notowanych w Warszawie, ich liderami są te firmy, które negatywnie zaskoczyły wynikami za II kwartał.

Innym, lokalnym czynnikiem, jest sytuacja techniczna na wykresach indeksów WIG i WIG20. Na przełomie lipca i sierpnia oba indeksy odbiły się od kluczowych oporów, jakie w okolicy 43000 pkt. i 2750 pkt. tworzyły m.in. roczne linie bessy. To odbicie zapowiadało możliwy powrót do lipcowych dołków. Wówczas sprawą otwartą pozostawało jedynie to, kiedy on nastąpi. Dzisiejsze zachowanie rynku sugeruje, że właśnie ten powrót ma miejsce.

Duża siła lipcowego odbicia na GPW, które nastąpiło z ważnych poziomów technicznych, jak również fakt że dzisiejsze spadki nie mają potwierdzenia w rosnących obrotach, pozwalają postawić tezę, że tegoroczne dołki może być ciężko przełamać. Taka obrona zapowiadałby trwalszą poprawę koniunktury na jesieni.