Piątkowa informacja o mniejszej stracie Citigroup pomogła obniżyć notowania EURUSD o 65 pipsów, ale dość szybko jak bumerang powróciły one w okolice 1,5870. W kwietniu brak konsekwencji przełamania poziomu 1,60 oznaczał na EURUSD sporą korektę, która zakończyła się dopiero na poziomie 1,5284 – najniżej od początku marca. Tym razem nowy rekord również „wystraszył” posiadaczy euro, jednak mimo sprzyjającej sytuacji dolar na razie nie jest w stanie zdobyć się na większe umocnienie. Dziś większą zmianę mogą spowodować wyniki Bank of America. Sytuacja wygląda na nieco bardziej klarowną w przypadku USDJPY. Para w minionym tygodniu osiągnęła poziom 103,75, w pobliżu 38,2% zniesienia wcześniejszego wzrostu i w kolejnych dniach lepsza atmosfera na rynkach akcji została wykorzystana do wzrostu notowań. W czwartek i piątek para testowała poziom 107,00, ale opory znajdują się nieco wyżej – 107,72 i 108,55. Należy jednak mieć na uwadze, iż wyjście górą tej pary jest mało prawdopodobne jeśli jednocześnie nie nastąpi większe umocnienie dolara względem euro.
Piątek nie przyniósł większych zmian na rynku złotego. Niewielka realizacja zysków miała miejsce tylko na otwarciu, po czym złoty zyskiwał, ustanawiając na koniec tygodnia kolejny rekord wobec euro – 3,2127 na EURPLN. Jednocześnie nisko skończyła również para USDPLN – 2,0240. W ostatnich dniach wzrastało grono osób „zaniepokojonych” tempem umocnienia złotego, w tym również autorów polityki gospodarczej. W naszej opinii jednak ingerencja w rynek walutowy jest obecnie ciągle mało prawdopodobna. Co więcej, mając na uwadze fakt, iż gwałtowna aprecjacja to fenomen całej grupy rynków wschodzących, a nie tylko złotego, taka interwencja miałaby niewielkie szanse powodzenia. Większą skutecznością mogłaby zaowocować ewentualna skoordynowana interwencja w celu osłabienia dolara, o której mówi się w USA – do tego jednak chyba również ciągle długa droga.