Dzisiejsza obrona rynku przed mocną wyprzedażą mogłaby wyraźnie poprawić humory posiadaczom akcji, gdyby nie to, że miał on tylko i wyłącznie korekcyjny charakter.

Przede wszystkim wskazuje na to koncentracja kupujących na największych spółkach, wyróżniających się dużą płynnością, co zapewnia szybkie i bezpieczne wyjście z inwestycji w przypadku ponownego pogorszenia się klimatu inwestycyjnego na świecie. Jednocześnie z orbity zainteresowań inwestorów zupełnie wypadł segment małych i średnich spółek. Ich niewielka płynność bowiem znacznie zwiększa ryzyko inwestycyjne.

Na korekcyjny, a nie na fundamentalny charakter obserwowanych dziś od południa wzrostów, wskazuje nie tylko koncentracja popytu na dużych i płynnych walorach, ale również fakt, że obok PKO BP (+4,51 proc.) i BRE (+4,37 proc.), liderem wzrostów w grupie spółek tworzących indeks WIG20 był PKN Orlen (+4,06 proc.) i Lotos (+4,52 proc.). A więc spółki, które powinny znaleźć się wśród outsiderów. Dzisiejszy spadek cen ropy o prawie 4 proc., jakkolwiek jest tylko ruchem korekcyjnym, nie daje bowiem bezpośrednich podstaw do kupna akcji obu paliwowych spółek. Podobnie negatywnym impulsem było umocnienie złotego względem koszyka walut do rekordowego poziomu, co odbija się na marży rafineryjnej, petrochemicznej oraz chemicznej, obniżając wyniki PKN-u i Lotosu.

Wtorkowa sesja na GPW może otwierać drogę do kilkudniowej wzrostowej korekty, jednak nie daje jeszcze podstaw, żeby prognozować koniec, rozpoczętego w połowie maja br. impulsu spadkowego. Taką tezę najwcześniej będzie można postawić, gdy przez rynek akcji przetoczy się fala panicznej wyprzedaży. Sygnałem zmiany trendu mogłaby również być zmiana trendu na rynku ropy. Póki co nie ma podstaw do formułowania takich wniosków, a dzisiejszy, trzeci kolejny dzień spadków cen „czarnego złota”, wciąż jawi się tylko jako silna korekta w trendzie wzrostowym.