Czynnikiem świadczącym o słabości rynku był poniedziałkowy debiut prywatyzowanych Zakładów Azotowych w Tarnowie. Debiut, delikatnie mówiąc, nieudany. Na zamknięciu akcje spadły o 18 proc. do 15,99 zł. To pokazuje, że zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni inwestorzy, wciąż bardzo mocno trzymają się za portfele.
To sprawia, że w najbliższym czasie, jeżeli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, trudno oczekiwać przełomu na rynku. Tu trzeba dodać, że tym przełomem może zarówno być impuls pozytywny, jak np. drastyczny spadek cen ropy, jak również impuls negatywny, czyli np. oczyszczająca panika.
Wtorkowa sesja na GPW, podobnie jak wczorajsza, ma szanse rozpocząć się od wzrostów cen akcji. Podobnie też ten wzrost będzie prowokowała nadzieja na korekcyjne odbicie. To, czy ostatecznie do niego dojdzie, czy też tradycyjnie już po lepszym początku, końcówka będzie słabsza, może być uzależnione przede wszystkim od sytuacji na rynku ropy oraz od publikowanego po południu indeksu ISM, obrazującego kondycję amerykańskiego sektora produkcyjnego.
Ewentualna wzrostowa korekta, przy obecnej słabości rynku, raczej będzie ograniczona. Gdyby jednak przyjąć możliwie najbardziej optymistyczny scenariusz dla GPW, to korekta może sięgnąć strefy oporu 2741,73-2812,83 pkt. Na wykresie indeksu WIG20 wyznacza ją dołek z 17 marca br. oraz luka bessy z 10 czerwca br.
W średnim terminie sytuacja techniczna na wykresie WIG20 w dalszym ciągu wskazuje na wyraźną przewagę podaży, wyznaczając poziom 2500 pkt., jako pierwszy docelowy poziom zakończenia fali spadkowej.