Szanse jednak na realizację tej obietnicy zmalały praktycznie do zera, po wczorajszej sesji za oceanem, gdzie DJIA zanotował swój roczny dołek i złamał ostatnie ważne wsparcie na poziomie 11 700 pkt. I nie można tu mówić o przypadku czy jedynie naruszeniu tego wsparcia. Inwestorów w przepaść pchnęła bijąca rekordy ropa, a także o ile nie przede wszystkim słabe dane z rynku pracy, które w połączeniu z nienajlepszymi prognozami spółek ponownie wznowiły obawy o stan gospodarki. Jakby tego było mało, analitycy Goldman Sachs stwierdzili w swoim raporcie, że problemy sektora finansowego się jeszcze nie skończyły i banki (przede wszystkim CITIGroup) będą w drugim półroczu ponownie potrzebować zasilenia. W takich warunkach ciężko kupować akcje, a o uspokojenie nastrojów będzie ciężko, tym bardziej, ze dziś kolejna porcja ważnych danych – poznamy wydatki amerykanów oraz indeks nastrojów Michigan.

Czy w tych warunkach window dressing na warszawskim parkiecie może mieć miejsce? Pewnie może, bo rynek jest płytki i jeśli tylko fundusze będą chciały mogą zrobić swoje, niezależnie od globalnych nastrojów, to zrobią. Jednak dwie kończące półrocze sesje nie będą w stanie zawrócić niedźwiedzia, a rynek szybko wróci do głównego trendu, co powoduje, że ryzyko związane z zakupami nie jest warte podjęcia.