Na otwarciu indeks dużych spółek testował poziom 2656,27 pkt., zyskując 0,72 proc., żeby kilka minut później wspiąć się do dziennego maksimum na 2666,47 pkt. (+1,11 proc.).

Wysokie otwarcie, to nie jedyna analogia z poprzednimi sesjami. Tradycyjnie już w pierwszej godzinie handlu zabrakło popytu, co znalazło odbicie w systematycznym osuwaniu się giełdy. Proces ten następował pomimo równoczesnych wyraźnych wzrostów na giełdach we Frankfurcie, Paryżu i Londynie, zyskujących na wartości kontraktów terminowych na główne amerykańskie indeksy i mocnego otwarcia na Wall Street. To kolejne niepokojące zachowanie polskiego rynku kapitałowego.

Ostatecznie popyt zdołał wybronić rynek przed przeceną. Indeks WIG20 zakończył dzień na poziomie 2646,18 pkt., zyskując 0,3 proc., WIG wzrósł o 0,2 proc. do 42077,27 pkt., a mWIG40 praktycznie nie zmienił swej wartości. Na plusie nie udało się zamknąć tylko indeksowi sWIG80, który stracił 0,4 proc. i na koniec dnia miał wartość 11519,69 pkt. To najniższe zamknięcie od listopada 2006 roku.

Dzisiejszego, słabego zachowania warszawskiej giełdy, nie należy wiązać z decyzją Rady Polityki Pieniężnej, która zdecydowała o podwyższeniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Po tej decyzji stopa referencyjna wzrosła do najwyższego poziomu od ponad 3 lat i wynosi 6 proc. Od kwietnia 2007 roku Rada już ośmiokrotnie podwyższała koszt pieniądza, żeby tym samym zachować kontrolę nad inflacją (w maju inflacja CPI wyniosła 4,4 proc. r/r). Decyzja RPP była jednak szeroko oczekiwana przez rynek i przez to już dawno zdyskontowana.

Brak bezpośredniego wpływ podwyżki na giełdę nie oznacza, że nie szkodzi ona jej w sposób pośredni. Wzrost atrakcyjności lokat, będący pochodną kolejnych decyzji Rady, to jeden z powodu odpływu kapitałów z giełdy. Nie jest wykluczone, że ten proces jeszcze się pogłębi, gdyż w dalszym ciągu utrzymuje się ryzyko dalszych podwyżek stóp procentowych w Polsce.

Cztery kolejne nieudane próby zdecydowanego odreagowania spadków, jakie miały miejsce na warszawskiej giełdzie w ostatnich dniach, jakkolwiek są oznaką słabości rynku, to raczej nie zapowiadają silnej przeceny akcji w końcówce tygodnia. Prawdopodobna korekta na Wall Street, wymuszona w pewnym stopniu przez proces window dressing na koniec półrocza, powinna bowiem przynieść odbicie również na GPW.

Spadki mogą wrócić natomiast w przyszłym tygodniu, gdy oczekiwanie na praktycznie przesądzoną, podwyżkę stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny oraz obawy przed publikowanymi w przyszły piątek, słabymi danymi z amerykańskiego rynku pracy, nie będą sprzyjać zakupom akcji. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy gwałtownie zacznie tanieć ropa. To mogłoby zneutralizować wszystkie inne negatywne impulsy.