Jednak pomimo tej poniedziałkowej wyprzedaży, wtorkowa sesja ma szanse rozpocząć się od lekkich wzrostów. Przede wszystkim dlatego, że alternatywą dla tego scenariusza jest kolejna silna wyprzedaż.
Istotnego wpływu na sytuację na warszawskiej giełdzie nie powinny mieć publikowane dziś przez Główny Urząd Statystyczny majowe dane o sprzedaży detalicznej i stopie bezrobocie. Rynek szacuje, że roczna dynamika sprzedaży wyniesie 15,4 proc., wobec 17,6 proc. w kwietniu. Natomiast stopa bezrobocia spadnie w maju z 10,5 proc. do 10,1 proc.
Taki wpływ gusowskich danych mógłby mieć miejsce tylko w sytuacji, gdyby dynamika sprzedaży była wyraźnie niższa od prognoz, co w sposób naturalny wywołałoby obawy przed zdecydowanym hamowaniem polskiej gospodarki. Takie dane wydają się jednak mało realne.
Polskie dane makroekonomiczne nie będą wpływać na decyzję inwestorów, ale taki wpływ z pewnością wciąż będą miały wahania cen ropy. Zwłaszcza gdyby doszło do wybicia cen z dwutygodniowego trendu bocznego, który w przypadku ropy Brent, zamyka się przedziałem 131,14-137,49 dol. Wybicie górą będzie stanowić zdecydowany sygnał do wyprzedaży akcji. Wybicie dołem zaś do kupna.
Sytuacja techniczna na wykresach indeksów WIG i WIG20 niezmiennie wskazuje na dominację strony podażowej. W dalszym ciągu więc spadki na GPW pozostają scenariuszem bazowym na wakacje. Dalej też pierwszym celem tych spadków są poziomy 40000 pkt. w przypadku indeksu WIG i 2500 pkt. w przypadku indeksu WIG20. Nie można jednak wykluczać większej przeceny.