Indeks klimatu gospodarczego niemieckiego instytutu Ifo spadł w czerwcu do 101,3pkt. (102,9pkt.) z 103,5pkt. W maju i miał najniższą wartość od grudnia 2005 roku. Inwestorom dodatkowo nastroje popsuły wstępne odczyty indeksów PMI, które pokazują sytuację w sektorze produkcyjnym i usług w strefie Euro – spadły w czerwcu do poziomu 49,1pkt. I 49,5pkt. Wynik poniżej 50pkt. Oznacza recesję w danym sektorze, nic więc dziwnego, że indeksy w całej Europie zaczęły spadać. Podobnie sytuacja wyglądała na GPW, po południu indeks WIG20 utrzymywał się blisko styczniowych minimów.
Zupełnie inaczej sytuacja kształtowała się na innych giełdach europejskich, inwestorzy w Europie złapali oddech i w drugiej części dnia indeksy ponownie zaczęły rosnąć. Brak chętnych do kupna akcji na giełdzie w Warszawie sprawił, że sytuacja na naszym parkiecie do końca sesji ulegała stopniowemu pogorszeniu. Rosnąca cen ropy i niepewny początek sesji na Wall Street spowodował, że pod koniec sesji na parkiecie dominowała podaż, która sprowadziła indeks WIG20 poniżej styczniowych minimów. Ostatecznie dzisiejszą sesję indeks dużych spółek zakończył spadkiem o 1,97%. Indeksy mWIG40 i sWIG80 straciły 0,90% i 1,30%.
Rynek po raz trzeci w niedługim czasie testował styczniowe minima, które tym razem zostały przebite, co przyniosło niemiłe konsekwencje w końcówce sesji i doprowadziło do znacznej przeceny indeksów. Wygląda na to, że inwestorzy na GPW przestali liczyć na proces „window dressing” związany z końcem półrocza. Przy obrotach rzędu 600 mln złotych prognostyczne znaczenie sesji jest niewielkie, ale obecna sytuacja na naszym rynku stwarza duże prawdopodobieństwo spadku indeksu WIG20 w okolice 2500 punktów.