To powoduje, że można spodziewać się dalszych spadków na GPW i nasz rynek prawdopodobnie pozostanie jedną ze słabszych giełd na świecie.
Spadek w dużej mierze ma charakter płynnościowy i trudno ocenić jego skalę. Jeśli czeka nas kolejna większa fala umorzeń, będzie miał on podobną dynamikę jak ruch z przełomu grudnia i stycznia. Jeśli natomiast nie będą mu towarzyszyły wzmożone umorzenia jednostek (co jest prawdopodobne), niższe poziomy indeksów będą najprawdopodobniej ustanawiane powoli i przy niewielkich obrotach. Mimo ponurej perspektywy dla GPW, należy być czujnym. Takie pozornie beznadziejne sytuacje to historycznie raczej lepsze niż gorsze okazje inwestycyjne, dlatego nie należy wykluczać, że nagle sytuacja się zacznie poprawiać. Należy mieć jednak świadomość, że taki scenariusz nie cechuje się dużym prawdopodobieństwem i obstawianie dalszych spadków wydaje się być najrozsądniejsze.
W krótkim terminie można liczyć na wzrost na początku tego tygodnia, a pierwszymi oporami dla WIG20 są luki bessy 2777-2795 punktów oraz 2837-2862 punktów. W najbardziej prawdopodobnym obecnie wariancie indeks zatrzyma się na tych poziomach i skieruje się na nowe minima. Dopiero zapełnienie obu luk przyniesie szansę na poprawę sytuacji.
Jednym z niewielu argumentów obozu byków jest zachowanie się indeksów światowych – mimo nieco słabszej sytuacji w krótkim terminie, patrząc z horyzontu ostatnich miesięcy parkiety światowe są spokojniejsze niż GPW i tego typu nierówności działają lekko na naszą korzyść.