Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, ze nie ma jednego czynnika, który by wywołał taką sytuację na naszej giełdzie. Indeksy w Warszawie tracą na wartości, bo po prostu na rynku przeważa podaż, mamy bessę, awersję od ryzyka, a fundusze inwestycyjne prawdopodobnie liczą się z kolejną nieco większą falą umorzeń jednostek.
Jeśli chodzi o perspektywy na kolejne dni, to na pewno warto inaczej spojrzeć na największe spółki i szeroki rynek. W przypadku małych i średnich spółek wyprzedaż będzie prawdopodobnie trwała i na razie nie widać żadnych oznak jej zakończenia. W przypadku WIG20 na koniec środowych notowań dotarliśmy do poziomu styczniowego minimum – jest to techniczny poziom wsparcia i miejsce do krótkoterminowego odbicia. Jako, że po słabej sesji w Azji i USA notowania zaczniemy prawdopodobnie od luki, jej zapełnienie byłoby sygnałem do chwilowej poprawy nastrojów. Bez tego WIG20 może dziś zachowywać się bardzo słabo.
Wydaje się jednak, że kierunek dla całego rynku jest obrany i jest to kierunek południowy. Możliwe, że najbliższe tygodnie lub miesiące mogą przynieść ostatnią falę bessy, przynoszącą skrajne niedowartościowanie spółek, co będzie stanowiło bazę pod powolne odrodzenia rynku. Jedyne co można powiedzieć na tę chwilę, to, że cały czas widać przewagę podaży, a to stwarza większe prawdopodobieństwo dalszych spadków.