W kwietniu wynosiła ona 5,0%. Dość słabo wypadł również wskaźnik mierzący zmianę zatrudnienia w sektorach pozarolniczych (ang. payrolls). Zgodnie z nim w maju w Stanach Zjednoczonych poza rolnictwem ubyło 49 tys. etatów. Według ocen ekonomistów miesięcznie w USA powinno przybywać ok. 100 tys. miejsc pracy, aby umożliwić wejście na rynek nowym pracownikom. Średnia z ostatnich 12 miesięcy wynosi 11 tys. co może tłumaczyć wzrost stopy bezrobocia.
Wspomniane dane przyczyniły się w piątek do znacznego osłabienia amerykańskiego dolara, co z kolei dało impuls do silnych wzrostów cen ropy. Rekordowo wysoka wartość tego surowca, która napędza wzrost inflacji wraz z pogarszającą się sytuacją na rynku pracy nie wróżą najlepiej dla najbliższej przyszłości amerykańskiej gospodarki. Obawy inwestorów o to, że Stany Zjednoczone mogą niedługo wejść w fazę stagflacji pociągnęły w dół indeksy amerykańskich giełd. Dow Jones i Nasdaq odnotowały w piątek ok. 3% spadek. Doprowadziły one również do spadków na europejskich parkietach na zamknięciu tygodnia. Nie oparła się im również warszawska giełda. Indeks WIG20, który piątkową sesję rozpoczął luką wzrostową powyżej 2900 pkt, w ostatnich godzinach notowań lukę tę domknął i zakończył swe notowania na poziomie 2864 pkt.
Na dzisiejszej sesji indeksy zachodnioeuropejskich giełd kształtują się na poziomie zbliżonym do piątkowego zamknięcia. Gorzej wypadają parkiety rynków wschodzących do których należy również warszawska GPW. O godz. 10.50 indeks WIG20 tracił ok. 1,4%. Od głębszych spadków powstrzymuje go obecnie poziom 2820 pkt. Jeśli bariera ta zostanie pokonana zniżka na rodzimym parkiecie może przybrać na sile.