To jak głębokie będą spadki w Warszawie, przede wszystkim będzie uzależnione od zachowania czołowych europejskich parkietów. Jednak nawet gdyby w drugiej części dnia przeważyło oczekiwanie na odbicie w Stanach Zjednoczonych, to trudno nie zauważyć, że nad rynkami akcji, a więc również nad GPW, zbierają się czarne chmury.

Zeszłotygodniowa zapowiedź Europejskiego Banku Centralnego, że stopy procentowe w strefie euro mogą wzrosnąć, do pierwszy tak mocny sygnał, że obecnie inflacja staje się dużym, globalnym problemem. Czwartkowo-piątkowa panika kupna na rynku ropy, która wywindowała ceny tego surowca o prawie 13 proc., nie tylko potwierdziła, że trend wzrostowy na rynku ropy ma się dobrze, ale również jest sygnałem, że w presji inflacyjna na świecie będzie rosnąć.

Jeszcze bardziej niebezpieczne dla rynków akcji są piątkowe dane z rynku pracy w USA. Majowy wzrost stopy bezrobocia z 5 do 5,5 proc., co jest największym skokiem bezrobocia od 22 lat i największym poziomem do października 2004 roku, podważa tezę o odbiciu amerykańskiej gospodarki w II połowie roku. To prosta droga do spadków na Wall Street, a więc i na większości giełd na świecie.

Realizacja tego pesymistycznego scenariusza oznacza dla GPW, przy jej obecnej słabości, zagrożenie spadkami poniżej styczniowych minimów. Na gruncie analizy technicznej ewentualne wybicie rynku dołem z czteromiesięcznego trendu bocznego, może oznaczać spadek nawet do 40 000 pkt. w przypadku indeksu WIG i 2500 pkt. w przypadku WIG20. Jeszcze większe spadki mogą dotknąć segment małych i średnich spółek, gdzie brak płynności może być źródłem wręcz panicznych zachowań.