Produkt jest skonstruowany w taki sposób, że klienci, którzy posiadają Bitcoin, mogą wykorzystać go jako zabezpieczenie pożyczki hipotecznej bez konieczności sprzedaży kryptowaluty. Kredytodawca oferuje oprocentowanie wahające się od 9,5% do nawet 12,2%, w zależności od poziomu wskaźnika wartości pożyczki do wartości zabezpieczenia (LTV). Dla wielu inwestorów, którzy przez lata gromadzili Bitcoina, to atrakcyjna alternatywa wobec tradycyjnych kredytów hipotecznych, pozwalająca uniknąć konsekwencji podatkowych oraz zachować dalszą ekspozycję na potencjalne wzrosty cen kryptowaluty.
Reakcje rynku są zróżnicowane – od entuzjastycznego przyjęcia po sceptyczne ostrzeżenia ekspertów. Zwolennicy rozwiązania podkreślają, że takie produkty kredytowe są krokiem w stronę normalizacji kryptowalut w codziennym życiu oraz integracji cyfrowych aktywów z tradycyjnymi finansami. Krytycy z kolei ostrzegają, że wysoka zmienność Bitcoina może prowadzić do ryzyka związanego z nagłymi zmianami wartości zabezpieczenia, które mogłyby doprowadzić do konieczności uzupełniania zabezpieczenia lub, w najgorszym przypadku, przejęcia nieruchomości przez banki w sytuacji gwałtownych spadków cen kryptowalut.
Eksperci finansowi podkreślają jednak, że tego typu produkt może stać się istotnym trendem globalnym, szczególnie w krajach o wysokiej adopcji kryptowalut, takich jak Stany Zjednoczone, Kanada czy kraje europejskie. Fakt, że australijski regulator pozwolił na wprowadzenie takiego kredytu, może być zachętą dla innych jurysdykcji, które bacznie obserwują rozwój sytuacji.
Jesteśmy więc świadkami eksperymentu, który może wyznaczyć nowe standardy dla przyszłości finansowania nieruchomości na świecie. Czas pokaże, czy kryptowaluty na dobre zagoszczą w świecie kredytów hipotecznych, czy też pozostaną jedynie ciekawostką dla najbardziej odważnych inwestorów.