Jutro bardzo ważny dzień dla rynków finansowych, czyli publikacja danych dotyczących zmiany zatrudnienia w USA. Rynek pracy jest wszystkim w kontekście gospodarki, czyli jest jego główną siłą napędową. Nawet w przypadku bardzo dużej ilości kapitału, bez odpowiedniej ilości kapitału ludzkiego, gospodarka nie będzie działać odpowiednio. Właśnie dlatego jednym z głównych celów Fed jest pełne zatrudnienie w gospodarce, a do tego brakuje jeszcze sporo. Do zatrudnienia z lutego 2020 roku brakuje ok. 8,4 milionów miejsc pracy. Wobec tego Fed nie chce absolutnie słyszeć o potrzebie normalizacji polityki monetarnej, nawet kiedy inflacja wypada znacząco powyżej celu. Niemniej Fed wskazywał jasno w komunikatach, że dopóki nie zostanie poczyniony znaczący progres na rynku pracy, nie ma co myśleć o obniżeniu programu QE, czy nie wspominając nawet o stopach procentowych. Co jednak, jeśli po ostatnim genialnym wzroście powyżej 900 tys. miejsc pracy, jutro dane pokażą wzrost o grubo ponad milion? Czy to nie będzie oznaka wyraźnej poprawy? Jeśli zatrudnienie rosłoby w takim tempie z miesiąca na miesiąc, to do końca roku zlikwidowane zostaną niemal wszystkie zastoje związane z koronawirusem. Wobec tego nie jest wykluczone, że w pewien sposób politycy komunikują rynkowi, że pora szykować się na krok w kierunku do normalności. Nawet jeżeli byłaby to prawda, byłby to naprawdę mały kroczek, który w perspektywie faktycznych oczekiwań rynkowych nie zmieniłby nic. Rynek oczekuje, że już w przyszłym roku pojawią się podwyżki, co wydaje się być sensowne, biorąć pod uwagę inflację. Z drugiej strony Fed zakłada, że tempo zmian na rynku pracy sugeruje taki ruch dopiero w 2024 roku. Niemniej jeśli rynek ma pozostać stabilny, Fed będzie musiał wskazać, że nie jest jeszcze czas na jakikolwiek krok. Z drugiej strony jednak, kiedyś ten krok będzie musiał nastąpić, a sposób jego komunikacji zaważy na stabilności sytuacji na rynku.

Tymczasem Dow Jones ma się naprawdę świetnie, notując wczoraj historyczne szczyty. Gorzej sytuacja miała się na Nasdaq czy S&P 500. Dzisiaj spadki widoczne są na wszystkich amerykańskich indeksach, choć DJIA traci niewiele, a najwięcej bo ponad 1% Russell 2000. WIG20 po całkiem niezłej sesji, na kilkadziesiąt minut przed zakończeniem zyskuje zaledwie 0,13%.