Presję na spadek cen ropy naftowej wywiera obecnie nie tylko zwiększona awersja do ryzyka wśród globalnych inwestorów, lecz także perspektywa dalszego zwiększania produkcji tego surowca w Stanach Zjednoczonych. Energy Information Administration (EIA), czyli statystyczna odnoga amerykańskiego Departamentu Energii, podała wczoraj prognozy wzrostu produkcji ropy naftowej ze skał łupkowych w USA w listopadzie o 98 tysięcy baryłek dziennie do poziomu 7,71 mln baryłek dziennie. Oznaczałoby to pobicie rekordu produkcji ropy z łupków w USA – zresztą, już po raz kolejny. To właśnie ze względu na rosnące wydobycie surowca ze skał łupkowych, całkowita produkcja ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych wynosi już około 11 mln baryłek dziennie i obecnie kraj ten jest wiceliderem produkcji ropy na świecie.
Jednocześnie, notowania ropy naftowej pod koniec minionego tygodnia i na początku bieżącego tygodnia wyhamowały zniżkę, ponieważ nawet mimo pesymizmu na globalnych rynkach finansowych, strona popytowa na rynku ropy jest wspierana przez spadającą podaż surowca z Iranu. Według danych zaprezentowanych przez Reuters, w pierwszych dwóch tygodniach października eksport ropy naftowej z Iranu wynosił średnio około 1,33 mln baryłek dziennie. To spadek już niemal o połowę w stosunku do wielkości eksportu z wiosny tego roku – w kwietniu wynosił on około 2,5 mln baryłek dziennie. Jest to również gorszy wynik niż ten osiągnięty w pierwszej połowie września (około 1,6 mln baryłek dziennie). Liczby te pokazują, że eksport ropy z Iranu systematycznie spada. Już 4 listopada wypada termin wyznaczony przez USA swoim sojusznikom na całkowitą rezygnację z dostaw ropy z Iranu. Niemniej, wciąż spore ilości irańskiej ropy kupują Turcja, Chiny i Indie – zwłaszcza tym ostatnim dwóm azjatyckim potęgom trudno jest wycofać się z kupowania irańskiego surowca ze względu na duży wewnętrzny popyt na ropę.
ZŁOTO
Wzrost awersji do ryzyka szansą dla złota.
Notowania złota w bieżącym roku radziły sobie wyjątkowo słabo. Cena tego kruszcu już praktycznie od kwietnia znajdowała się w trendzie spadkowym, co wynikało z siły amerykańskiego dolara, negatywnie skorelowanego z notowaniami złota.
Większość września i początek października upłynęły pod znakiem konsolidacji cen złota w okolicach psychologicznej bariery na poziomie 1200 USD za uncję. Dopiero ostatnie dni przyniosły wybicie górą z tego kanału bocznego i przekroczenie poziomu 1230 USD za uncję. Częściowo w zwyżce pomogło osłabienie amerykańskiego dolara, jednak ważnym czynnikiem sprzyjającym wyższym cenom złota tym razem był wzrost awersji globalnych inwestorów do ryzyka, powiązany z zawirowaniami na rynkach akcji. Zniżki głównych indeksów akcyjnych pchnęły wielu inwestorów w kierunku złota, tradycyjnie uważanego za „bezpieczną przystań” i w pewnym stopniu także alternatywę dla rynków akcji.
Na razie jednak trudno oceniać, jak długo potrwa ruch wzrostowy. Jeśli awersja do ryzyka utrzyma się w najbliższych dniach, to krótkoterminowo może doprowadzić notowania złota do okolic 1250 USD za uncję. To jednak wciąż za mało, aby można było mówić o zmianie długoterminowej, spadkowej tendencji na rynku tego kruszcu.