Choć optymiści mogą mówić o niskim obrocie towarzyszącym wczorajszym spadkom indeksów, uważam, że nie jest to zbyt dobry argument. Gdyby tylko pojawił się większy popyt prawdopodobnie strona podażowa śmielej zaczęłaby składać zlecenia doprowadzając może do mniejszego spadku, ale przy wyraźnie większym obrocie. Tymczasem rynek osuwa się pod własnym ciężarem i wydaje się, że byki mogą zmobilizować się dopiero przy technicznym wsparciu, jakim jest minimum z połowy stycznia.

GPW zachowuje się słabo, bo obawia się spadków na giełdach światowych. Te obawy okazują się być słuszne – wczoraj S&P500 oraz Nasdaq zamknęły się na najniższych poziomach od 2006 roku. W cenach intraday styczniowe dołki nie zostały tam poprawione, ale zarówno w USA jak i w Polsce należy spodziewać się testu tych poziomów. Biorąc pod uwagę kondycję obu gospodarek, zejście poniżej tych poziomów wydaje się być bardziej prawdopodobne na Wall Street, lecz ostatnio nasz rynek nie pozostaje w tyle za takimi sygnałami. Jeśli w okolicy 2700 w Warszawie pojawiłby się spory popyt, istnieje szansa na ewentualne zerwanie tej niezdrowej korelacji z borykającym się z olbrzymimi problemami rynkiem amerykańskim.

Dziś można spodziewać się spadków, lecz do styczniowych dołków indeks WIG20 ma dość długą drogę i jeśli dojdzie do testowania tych poziomów (co w tym momencie wydaje się być bardzo prawdopodobne), to oczekiwałbym tego ewentualnie w przyszłym tygodniu. Warto zwrócić uwagę na Bioton – zgodnie z plotkami i oczekiwaniami rynku doszło do zmian w zarządzie spółki, co może być pierwszym krokiem w poprawianiu wizerunku spółki w oczach inwestorów. Daje to jednocześnie szansę na obronę minimum na poziomie 0,78 zł. Ewentualne pokonanie tego poziomu z podwyższonym obrotem byłoby bardzo niekorzystne, generowałoby bowiem techniczny sygnał sprzedaży.