Poniedziałkowa sesja na Wall Street pozostanie na długo w pamięci inwestorów, pomimo że z początku sytuacja wyglądała nawet optymistycznie. Amerykański Dow Jones otworzył się po weekendzie spadkową luką cenową, co w pierwszych godzinach handlu zmotywowało kupujących. Jednak wraz z domknięciem luki sytuacja zaczęła się zmieniać. Notowania indeksu rozpoczęły marsz na południe, a wraz z upływem sesji jego tempo tylko rosło. Najstarszy amerykański indeks spadał nawet 6%, jednak w ostatniej godzinie sesji widzieliśmy reakcję byków w rezultacie czego indeks zakończył dzień “tylko” 4,6% pod kreską.
Reszta głównych amerykańskich benchmarków giełdowych wypadła tylko nieznacznie lepiej, gdyż S&P 500 i Nasdaq spadły odpowiednio o 4,1% i 3,78%. Naturalnym jest, że w takiej sytuacji indeks VIX rośnie i tak też było w tym przypadku. “Indeks strachu” wzrósł wczoraj o ponad 100%, z 18,44 do 38,8, a dziś dotarł już do ponad 49. Co ciekawe, złoto, które ma status “bezpiecznej przystani”, nie odnotowało wczoraj spektakularnych wzrostów, które zazwyczaj towarzyszą ucieczce inwestorów z bardziej ryzykownych rynków, takich jak na przykład rynek akcji.
Wydarzenia w Stanach Zjednoczonych nadały kierunek sesji azjatyckiej i europejskiej. Główne indeksy giełdowe z Azji odnotował pokaźne spadki, a ich skala, w przypadku japońskiego Nikkei (-4,73%) i chińskiego Hang Seng(-5,88%), okazała się nawet większa niż na Wall Street. W Europie natomiast atak niedźwiedzi okazał się bardziej umiarkowany, co nie zmienia faktu, że główne benchmarki z tego regionu notują zniżkę w przedziale od 2% do 2,5%.
Jak w takim krajobrazie odnajduje się polska giełda? Niestety, nie najlepiej. Skala wyprzedaży w Warszawie jest sporo większa niż na rynkach europejskich, a warszawski WIG20 traci najmocniej ze wszystkich europejskich benchmarków zrzeszających spółki o największej kapitalizacji. Wszystkie indeksy sektorowe Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie świecą dziś na czerwono, a najsłabiej radzi sobie sektor paliwowy.
Pozostaje jednak pytanie czy w obliczu takich spadków możemy dalej mówić o korekcie? Szukając odpowiedzi na to pytanie warto spojrzeć na całość hossy na S&P 500. Jest to piąta korekta w trakcie tego rynku byka, a rozmiary poprzednich czterech wahały się w przedziale od 14,2% do 17,2% przyjmując średnią wartość równą 15,5%. Póki co, od ostatnich szczytów S&P 500 spadł “tylko” około 8%, tak więc na razie powinniśmy się wstrzymać ze snuciem apokaliptycznych wizji.