Niemiecki DAX zakończył środowe notowania co prawda na niewielkim plusie, ale to zamknięcie nie uwzględnia wczorajszej przeceny w USA, więc dzisiejsze notowania rozpoczyna od spadków. Podobnie jak i giełdy w Paryżu i Londynie. Znacznie bliższy polskiemu WIG-owi węgierski BUX zanotował w środę spadek o 1,7 proc. Jeżeli dodać do tego dzisiejszą sięgającą 2 proc. przecenę na tokijskim parkiecie i podobnie duże w swej skali spadki na innych azjatyckich giełdach, czy też bardzo słabe otwarcie w Europie, to staje się jasne, że dzisiejszy dzień na GPW musi rozpocząć się od przeceny. Pokazują to pierwsze notowania kontraktów terminowych na indeks WIG20, które o godzinie 9:06 testowały poziom 3442 pkt., tracąc 2,35 proc.

Pytanie tylko, czy dziś na GPW będzie jak u Alfreda Hitchcocka, czyli rozpocznie się trzęsieniem ziemi, a później już będzie tylko gorzej. Czy też może po początkowej przecenie pojawią się chętni do kupna przecenionych akcji? To jednak jest już pytanie do zarządzających funduszami inwestycyjnymi. A dokładnie do ich oczekiwań odnośnie tego, czy obecna sytuacja na giełdzie przyniesie falę umorzeń jednostek uczestnictwa? Czy może, jak to bywało w przyszłości, zwiększy napływ środków do funduszy? Pozytywna odpowiedź na pierwsze pytanie oznacza bowiem panikę. W drugim przypadku nie można natomiast wykluczać prób ratowania rynku przez fundusze.

Nieco bardziej optymistyczne wnioski dla inwestorów płyną z technicznej oceny sytuacji na giełdzie. Indeks WIG20 wciąż bowiem znajduje się powyżej strefy wsparcia 3402-3479 pkt., którą tworzy m.in. dolne ograniczenie rocznego kanału wzrostowego. Zanim nie nastąpi trwałe wybicie dołem, co otworzy drogę do około 15 proc. przeceny, nie można wykluczać w perspektywie kolejnych tygodni, poprzedzonego jakąś konsolidacją ruchu do górnego ograniczenia wspomnianego rocznego kanału. Tyle tylko, że teraz prawdopodobieństwo takiego scenariusza należy oceniać na nie więcej, niż na 15 proc.