Główną przyczyną wczorajszego skoku cen ropy naftowej były dane dotyczące jej zapasów w USA. Amerykański Departament Energii (DoE) podał, że w minionym tygodniu zapasy ropy naftowej w USA spadły o 3,4 mln baryłek. Był to pierwszy spadek zapasów od marca tego roku. Co więcej, był on dla inwestorów zaskoczeniem, ponieważ jeszcze we wtorek Amerykański Instytut Paliw (API) w swoim raporcie podał dokładnie odwrotny scenariusz: wzrost zapasów o 3,4 mln baryłek.

Dodatkowym wsparciem dla kupujących są informacje dotyczące problemów z zaopatrzeniem niektórych rafinerii w USA. Wprawdzie pożary w Kanadzie nie zmieniły faktu, że podaż ropy jest duża i Stanom Zjednoczonym daleko jest do problemu z jej niedostatkiem, jednak niektóre rafinerie, dotąd bazujące głównie na dostawach z Kanady, mogą mieć problemy z terminową dostawą surowca z zastępczych źródeł.

W rezultacie, cena ropy naftowej WTI również dzisiaj rano utrzymuje się wysoko. Wciąż nie jest jednak pokonany szczyt z końca kwietnia i możliwe jest spadkowe odreagowanie.

SOJA

Notowania soi wciąż pod presją popytu.

Strona popytowa na rynku soi nie traci na sile. O ile na początku maja notowania kukurydzy i pszenicy oddawały sporą część wcześniejszych wzrostów ze względu na oczekiwania dużej podaży obu tych zbóż, to sytuacja na rynku soi jest diametralnie inna – pod kątem fundamentalnym i technicznym.

Po wtorkowym imponującym wzroście cen soi o 5,7%, wczoraj cena tego surowca utrzymała się wysoko, a dzisiaj rano próbuje się wybić na nowe lokalne szczyty. Kupujący na rynku soi pozostają pod wrażeniem przedwczorajszych danych amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA), w których obniżono prognozy zapasów soi w USA na koniec bieżącego i przyszłego sezonu. Te dane nałożyły się na wcześniejsze informacje o spadku produkcji soi w Argentynie ze względu na tamtejsze ulewne deszcze, które zniszczyły część upraw.