Paneuropejski indeks STOXX Europe 600, który zakończył czwartek na 3,49% minusie, zaraz po otwarciu piątkowej sesji zniżkował nawet do poziomu 235,12 pkt, niższego od wczorajszego zamknięcia o 3,31%. Z kolei w Warszawie indeks WIG na dzień dobry został przeceniony, aż o 4,74% zniżkując do 2369,86 pkt i powiększył tym samym znacznie swoje wzięte w środę i w czwartek grubo ponad 3% straty.
W kolejnych godzinach handlu, sytuacja na europejskich parkietach uległa już jednak pewnej poprawie, a rynek skupił się w oczekiwaniu na zaplanowaną na godz. 14:30 kluczową dla dalszych wydarzeń na nim, publikację głównych danych z amerykańskiego rynku pracy za lipiec. O godz. 13:35 indeks STOXX Europe 600 spadał o 1,32%, a indeks WIG20 szedł w dół o 2,27% (2431,07 pkt). Średnia prognoz analityków wskazywała na to, że w ostatnim miesiącu w sektorze pozarolniczym USA przybyło 85 tys. nowych miejsc pracy.
Tak silne zmiany na rynku wczoraj i dziś, to oczywiście pokłosie panicznego redukowania przez inwestorów posiadanych pozycji w walorach spółek, z racji ich obaw o spowolnienie wzrostu światowej gospodarki, albo zdaniem niektórych ekonomistów nawet o możliwe jej ponowne wejście w fazę recesji.
Jak na razie powodu do paniki nie ma. Globalna recesja przy obecnym stanie światowej gospodarki, to tak naprawdę pojęcie może nie tyle rodem z fantasy, co na pewno z science-fiction. Spodziewany obecnie ponad 6,5% wzrost PKB w gospodarkach wschodzących i ponad 2% jego zwyżka w krajach rozwiniętych na pewno zostanie zrewidowany, ale przecież nie na tyle, aby nagle zupełnie zaniknąć. Na globalnym rynku akcyjnym, co prawda weszliśmy w fazę technicznej korekty – w środę tylko na chwilę, a w czwartek już w pełni -, czyli od tegorocznych szczytów (2 maja indeks MSCI AC World wynosił maksymalnie 359,04 pkt, najwięcej od czerwca 2008 r.) cofnęliśmy się o ponad 10%, ale nie jest też wielkim zaskoczeniem to, że przy takim natłoku słabych informacji i zdarzeń z obu stron oceanu, rynkowe wyceny walorów spółek zostały skorygowane. Oczywiście lepiej byłoby, aby ten ostatni ruch rozłożony został nie na kilka dni, ale tygodni, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Pozostaje więc tylko zacisnąć zęby i przeczekać.