Na koniec dnia S&P500 zwyżkował o 0,71% (1178.10 pkt), ale większą uwagę skupił Down Jones, któremu po wzroście o 0,69% (11096.08 pkt) brakuje najmniej z tamtejszych blue chipów do rocznych maksimów: niespełna 1%. Wobec takiego napływu informacji ciężko o dobre nastroje strony podażowej. Dziś o 14:30 poznamy z USA dane, które mogą w sposób istotny wpłynąć na działania rynku: bilans handlu zagranicznego (prog. -44 mld usd), liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych (prog. 445 tys. oraz inflację bazową oraz zwykłą PPI w ujęciu m/m i r/r.

Cała Europa dynamicznie rosła, a w czołówce najmocniej rosnących indeksów był WIG20. Poprawienie rocznego szczytu przy dużych obrotach (blisko 2,7 mld pln) wzmacnia impuls do dalszych wzrostów. Ostatecznie warszawski parkiet wzrósł o 2,48% (2693.08 pkt). Swoje rekordy podczas tej hossy ustanowiły także rynki przodujących gospodarek: niemiecki Dax (+2,06%) oraz brytyjski FTSE250 (+1,38%). Wobec braku danych makro w czwartek na kontynencie, można oczekiwać kontynuacji trendu, tym bardziej, że azjatyckie parkiety zielenieją od samego rana (japoński Nikkei +1,91%).

Trampoliną dla strony popytowej jest słabnący dolar, który wobec luzowania polityki pieniężnej przez USA zaczyna bliźniaczo zachowywać się jak przy wcześniejszym pakiecie stymulacyjnym. Aktualnie notowania eur/usd przebiły barierę 1,40 i wygląda na to, że trzeci atak na ten poziom okaże się trwały w skutkach. Skoro rzesza inwestorów obawiała się czy uda się pokonać psychologiczną granicę to rynek musiał zrobić swoje. W sukurs słabnącej amerykańskiej waluty umacniają się surowce – strategiczna miedź dźwignęła się na poziom nie notowany od ponad 2 lat. Zdaje się, że rynek po letnim marazmie rozwija skrzydła na dobre.