Raport ten do końca jeszcze nie rozwiewa wszystkich obaw, ale na tę chwilę wystarcza, żeby podnieść najpierw notowania kontraktów terminowych na główne amerykańskie indeksy, a teraz również same indeksy. O godzinie 15:35 indeks szerokiego rynku S&P500 rósł o 0,1 proc. testując poziom 1555,65 pkt., natomiast technologiczny Nasdaq Composite zyskiwał 0,3 proc. i testował poziom 2780,87 pkt. Nie są to duże wzrosty, trzeba jednak pamiętać, że do godziny 14:30, a więc do danych z USA zanosiło się na to, że dzisiejsza sesja na Wall Street rozpocznie się od spadków.
W najbliższym czasie sytuacja na Wall Street będzie kształtowana przede wszystkim przez publikację wyników kwartalnych. Wyniki za III kwartał nie powinny nieść większego zagrożenia dla rynków akcji. Poprzedni kwartał nie był co prawda najlepszy pod względem wypracowanych zysków, jednak inwestorzy święcie wierzą, że był to tylko wypadek przy pracy i w kolejnych kwartałach sytuacja wróci do normy. Ta wiara rynku, podobnie jak wcześniej wiara w obniżki stóp procentowych przez Fed, prowadzące do zażegnania kryzysu na rynku ryzykownych kredytów hipotecznych sprawia, że inwestorzy długo mogą ignorować nawet bardzo słabe wyniki i nie znajdować podstaw do wyprzedaży akcji. Dopiero zachwianie tej wiary mogłoby prowokować coś więcej niż tylko jedno czy dwudniową korektę (taką jak rozpoczęta wczoraj).
Pomimo wczorajszej wyprzedaży, korzystna dla popytu sytuacja techniczna na głównych amerykańskich indeksach nie zmieniła się i potwierdza ona postawioną wyżej tezę. Obecnie nie ma innych niż tylko coraz większe wykupienie, czynników sugerujących inny kierunek zmian niż północny. Jak wielokrotnie można było się natomiast przekonać, wykupienie to zbyt mało, żeby oczekiwać czegoś więcej, niż tylko krótkiej korekty. Dlatego do wygenerowania pierwszych poważnych sygnałów sprzedaży, kupno w czasie korekt jest podstawową strategią.