Zauważmy, że ostatnie nerwowe dni na giełdach są wiązane z problemami Grecji, tymczasem rynek przecież równie dobrze mógłby znaleźć sobie inny pretekst tłumaczący spadki. Gdyby nie medialny szum wokół Aten, czy przypadkiem komentatorzy nie wiązaliby zniżek na giełdach z wielotygodniową korektą w Szanghaju i obawami o pęknięciu bańki spekulacyjnej na rynku chińskim?

Tak samo można skomentować wczorajszą sesję w USA. W pewnym momencie indeksy traciły po około 8% po panicznej wyprzedaży. Od razu pojawiły się spekulacje o pomyłkach w systemach transakcyjnych, czy też o błędnym zleceniu na kilkanaście miliardów kontraktów. Tymczasem rynek od paru dni jest w korekcie i wczoraj najwyraźniej inwestorom puściły nerwy i przede wszystkim stop-lossy. W medialnym szumie zupełnie zginęła wiadomość o tym, że rządowa agencja Freddie Mac, którą ratowano dwa lata temu, potrzebuje kolejnych 10 miliardów dolarów pomocy. To dopiero jest kolejne echo kryzysu i zwiastun tego, że wkrótce sentyment do eurodolara może się ponownie odwrócić.

Dlatego nie zastanawiajmy się na tym, jakie są przyczyny ostatnich spadków i skupmy się na bieżącej sytuacji i na jej implikacjach dla inwestorów. Dziś ewentualna panika na naszym rynku powinna być moim zdaniem wykorzystana przez daytraderów do spekulacyjnego, krótkoterminowego kupna najmocniej przecenionych spółek, które jeszcze niedawno były najsilniejsze na rynku.

Jednocześnie inwestorzy o mniej spekulacyjnym podejściu powinni raczej postać z boku i poczekać kilka dni na uspokojenie nastrojów. Dobrą wiadomością dla nich jest to, że dzięki mocnej deprecjacji złotego, po ustabilizowaniu się rynków na nasz parkiet ponownie wróci kapitał zagraniczny zachęcony tańszymi akcjami oraz korzystniejszym kursem walut.