Po południu „światło dzienne” natomiast ujrzą danych z amerykańskiego rynku pracy (indeks Challengera i raport ADP), marcowy indeks ISM oraz lutowe dane nt wydatków na inwestycje budowlane i liczby podpisanych umów kupna domów w USA.

Wpływ powyższych danych jest jednak tylko czysto teoretyczny. Dziś uwaga inwestorów powinna bowiem przede wszystkim koncentrować się na doniesieniach nt. amerykańskich koncernów samochodowych. Prezydent Obama uważa, że bankructwo jest najlepszym rozwiązaniem dla General Motors. Ponadto rozważane jest również bankructwo Chryslera.

Reakcja na doniesienia nt. koncernów samochodowych będzie testem siły rynku. Gwałtowna wyprzedaż akcji sygnalizowałby, że zapoczątkowane w lutym w Warszawie, a w marcu na Wall Street wzrosty, są tylko zwykłą korektą, a nie średnioterminowym odbiciem. Umiarkowane spadki lub zupełne zignorowanie negatywnych impulsów potwierdzałoby natomiast, że rynki są w fazie wzrostowej. To zaś uzasadniałoby tezę mówiącą o teście przez WIG20 okolic 1920,44 pkt. (szczyt ze stycznia), jako planie minimum na najbliższe miesiące.

Powyższe twierdzenie bazuje w tej chwili głownie na analizie technicznej. Straci ono na aktualności z chwilą, gdy indeks dużych spółek przełamie szeroką strefę popytową 1506,50-1560,00 pkt., jaką tworzy luka hossy z 23 marca br. (1506,50-1550,43 pkt.), 1,5-miesięczna wstępna linia trendu wzrostowego (1510 pkt.) oraz przełamana przed tygodniem 9-miesięczna linia trendu spadkowego. Wczoraj ta bariera została poważnie naruszona (WIG20 zamknął się na poziomie 1511,85 pkt.). Jednak dopiero jej zdecydowane przełamanie, zaneguje większość wygenerowanych w ostatnich tygodniach wstępnych sygnałów kupna.