W środę popyt skoncentrował się na największych spółkach, co pozwoliło na silny wzrost indeksu WIG20. Po drugiej stronie barykady znalazły się małe i średnie spółki, które generalnie traciły na wartości. Taka wąska alokacja kapitałów, może potwierdzać tezę, że wczorajsza zwyżka stanowi tylko spóźnioną reakcję na poniedziałkową sesję na Wall Street. Sesję, która potwierdziła, że pomimo opublikowanych w ostatni piątek niepokojących danych z amerykańskiego rynku pracy, oczekiwania na obniżkę stóp procentowych przez Fed, będą utrzymywać giełdy „na powierzchni” (przynajmniej do 18 września br.), wykluczając możliwość bardzo silnych spadków.
Zdając sobie z tego sprawę, jak również mając świadomość, że wciąż są duże szanse na silne spadki na światowych rynkach akcji w najbliższych tygodniach, kupno największych spółek jest logiczne z uwagi na ich płynność. W przypadku pogorszenia koniunktury „wyjście” z takiej inwestycji będzie płynne, podczas gdy w przypadku małych spółek, mogłoby się wiązać ze znacznym spadkiem cen.
Sytuacja techniczna na wykresie WIG20 wciąż pozostaje niezmienna. W perspektywie najbliższych tygodni dalej utrzymuje się prawdopodobieństwo spadku w okolice 3000 pkt. (scenariusz ten przekreśli wzrost ponad 3660 pkt.). Zanim to jednak nastąpi, należy oczekiwać kontynuacji ruchu w bok w przedziale 3442-3642 pkt.
Dziś o godzinie 14-tej Główny Urząd Statystyczny opublikuje sierpniowe dane o inflacji CPI. Rynek prognozuje jej spadek do 1,9 proc. w relacji rocznej z 2,3 proc. w lipcu. Raport ten, nawet jeżeli będzie wyraźnie odbiegał od prognoz, nie będzie miał wpływu na sytuację na warszawskiej giełdzie. Krajowe dane makro rzadko kiedy determinują sytuację na rynku akcji.