Wątpliwości co do realności powyższych prognoz mogą jednak budzić środowe raporty firm Challenger, Gray & Christmas oraz ADP. Z pierwszego z nich wynika, że w lipcu liczba planowanych zwolnień przez amerykańskie firmy wzrosła o 85 proc., na co wpływ miały zawirowania na rynku kredytów hipotecznych. Drugi natomiast informuje, że w sierpniu sektor prywatny w USA stworzył zaledwie 38 tys. nowych miejsc pracy, wobec oczekiwany 90 tys.

Spadek subindeksu zatrudnienia indeksu ISM dla amerykańskiego sektora usług (80 proc. gospodarki) do 47,9 pkt. w sierpniu, czyli poniżej granicy 50 pkt. oddzielającej rozwój od recesji, również nie nastraja optymistycznie przed dzisiejszymi danymi.

Powyższe publikacje jednak nic jeszcze nie przesądzają. Zwłaszcza, że wczorajsze dane o ilości noworejestrowanych bezrobotnych pokazały zupełni inny obraz sytuacji. Gdyby jednak niekorzystne tendencje na rynku pracy zostały dziś potwierdzone, to będzie to silny impuls do wyprzedaży dolara. Gorsze dane oznaczają bowiem zarówno rosnące prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych w USA, co stanowi minus dla dolara, jak również mogą oznaczać rozszerzenie się kryzysu na rynku kredytów hipotecznych.

Dane zgodne z oczekiwaniami mogą już dolara umocnić. Inwestorzy mogą kupować amerykańską walutę w uczuci ulgi, że kryzys na rynku kredytów hipotecznych nie odbija się negatywnie na rynku pracy.

Reakcja amerykańskiej waluty na dane o 14:30 jest dość przewidywalna. Zupełnie inaczej niż Wall Street. I tak np. słabe dane mogą wywołać wyprzedaż akcji, ale też, hołdując zasadzie im gorzej tym lepiej, czyli im gorsze dane, tym większe prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych przez Fed, mogą też stać się pretekstem do zakupów. Oczywiście ta pierwsza zależność wydaje się bardziej prawdopodobna, jednak nie należy zapominać o drugiej możliwości.

O godzinie 12:57 kurs EUR/USD testował poziom 1,3686 dolara wobec 1,3689 wczoraj pod koniec dnia.