W tym artykule przeanalizujemy fascynujący mechanizm ekonomiczno-psychologiczny, w którym przygotowania do kryzysu mogą stać się jego główną przyczyną, lub paradoksalnie – całkowicie go zneutralizować.

Mechanizm 1: Samospełniająca się przepowiednia (Recesja na życzenie)

Najbardziej bezpośrednim skutkiem powszechnego oczekiwania na kryzys jest zjawisko samospełniającej się przepowiedni (ang. self-fulfilling prophecy). W ekonomii oczekiwania nie są tylko biernymi prognozami – są siłą sprawczą. Gdy wszyscy uczestnicy rynku wierzą, że nadchodzą "chude lata", zmieniają swoje zachowania tu i teraz, co wywołuje łańcuch zdarzeń prowadzący prosto do recesji, nawet jeśli fundamenty gospodarki były zdrowe.

Jak to działa w praktyce?

  • Konsumenci (Ty i ja): Bojąc się utraty pracy lub inflacji, przestajemy kupować nowe samochody, rezygnujemy z wakacji i odkładamy remonty. Zaczynamy "chomikować" gotówkę.
  • Firmy: Widząc spadek zamówień (lub tylko go prognozując), wstrzymują inwestycje, tną budżety marketingowe i zamrażają rekrutacje. Prezesi wolą zwolnić 5% załogi "prewencyjnie", niż ryzykować płynność finansową.
  • Banki: Zaostrzają kryteria kredytowe ("bo idzie kryzys"), odcinając finansowanie nawet zdrowym firmom, co doprowadza je do bankructwa.

Efekt: Popyt spada, bezrobocie rośnie, a PKB hamuje – dokładnie tak, jak przewidywano. Tylko że to nie "niewidzialna ręka rynku" wywołała kryzys, ale nasza zbiorowa panika.

Mechanizm 2: Paradoks zapobiegliwości (Paradox of Thrift)

To klasyczna koncepcja Johna Maynarda Keynesa, która idealnie opisuje sytuację "nadmiernego przygotowania". Paradoks polega na tym, że to, co jest racjonalne dla jednostki, może być katastrofalne dla ogółu.

Perspektywa jednostki: Jeśli Jan Kowalski oszczędza więcej na czarną godzinę, jego sytuacja finansowa się poprawia. Jest bezpieczniejszy.

Perspektywa makro: Jeśli wszyscy Kowalscy nagle zaczną oszczędzać więcej, drastycznie spadnie konsumpcja. Ponieważ czyjeś wydatki są czyimś dochodem (sklepu, fryzjera, fabryki), dochód narodowy spada.

W rezultacie, mimo że wszyscy chcieli oszczędzić więcej, łączna pula oszczędności w gospodarce może spaść, bo spadną dochody, z których można oszczędzać. Przygotowanie na kryzys wywołuje kryzys płynności.

Mechanizm 3: "Najbardziej zapowiadana recesja w historii", która... nie nadeszła?

Istnieje jednak drugi scenariusz, który obserwowaliśmy w latach 2022-2023 w USA i Europie. Co się dzieje, gdy przygotowanie jest racjonalne i rozłożone w czasie, a nie paniczne?

Wtedy może zadziałać mechanizm amortyzacji. Jeśli firmy i konsumenci spodziewają się kłopotów z wyprzedzeniem:

  • Firmy redukują zadłużenie, zamiast brać nowe ryzykowne kredyty.
  • Gospodarstwa domowe budują poduszkę finansową, spłacają karty kredytowe.
  • Banki centralne mają czas na reakcję.

W takiej sytuacji, gdy nadchodzi "uderzenie" (np. spowolnienie gospodarcze), podmioty są na nie odporne. Nie ma fali bankructw, bo bilanse firm są zdrowe. Nie ma fali licytacji komorniczych, bo ludzie mają oszczędności. W tym scenariuszu samospełniająca się przepowiednia działa odwrotnie – zapobiega katastrofie. "Miękkie lądowanie" (soft landing) jest możliwe właśnie dlatego, że nikt nie szarżował przed zakrętem.

Wnioski dla Twojego Portfela

Jako czytelnik mybank.pl musisz zrozumieć, że rynek to gra oczekiwań.

  1. Nie podążaj ślepo za tłumem: Gdy wszyscy krzyczą "recesja" i uciekają z giełdy, często ceny akcji już uwzględniają najczarniejsze scenariusze. To może być moment na zakupy ("kupuj, gdy leje się krew").
  2. Oszczędzaj mądrze, nie panicznie: Buduj poduszkę finansową w dobrych czasach, a nie w momencie, gdy wszyscy rzucają się do bankomatów.
  3. Obserwuj wskaźniki wyprzedzające: Nie patrz tylko na nagłówki portali. Obserwuj zamówienia w przemyśle (PMI) czy nastroje konsumentów. Często "strach" w ankietach jest wyższy niż faktyczny spadek wydatków.

Podsumowując: Gdy wszyscy są przygotowani na kryzys, rzadko dochodzi do niekontrolowanego krachu (jak w 2008 roku). Zamiast tego mamy do czynienia z "pełzającą recesją" lub okresem stagnacji, który jest bolesny, ale nie zabójczy. Paradoksalnie, największym zagrożeniem nie jest ten kryzys, o którym wszyscy mówią, ale ten, którego nikt nie widzi.