To jest importowana inflacja — zjawisko, w którym kursy walut, stopy procentowe i globalne siły makroekonomiczne spotykają się z krajowym koszykiem konsumenckim. Tekst, który czytasz, pokazuje dokładnie, jak ona działa — krok po kroku, na konkretnych liczbach z ostatnich czterech lat.

Kluczowe wnioski
  • Polska importuje niemal 97% ropy naftowej i ok. 82% zużywanego gazu ziemnego (dane Forum Energii za 2024 r.) — to oznacza, że ceny dwóch najważniejszych surowców energetycznych gospodarki są wyznaczane poza polską granicą, w walutach obcych.
  • W sierpniu 2022 r. holenderski kontrakt TTF, europejski benchmark gazu, dobił do 345 EUR/MWh — wobec 15–25 EUR/MWh w latach przedkryzysowych. Dla polskich producentów nawozów azotowych oznaczało to, że surowiec kosztował ponad dziesięć razy więcej niż w modelu biznesowym, który budowali przez dekadę.
  • Cena saletry amonowej w Polsce wzrosła ze ok. 1 077 zł/t w styczniu 2021 r. do ok. 4 649 zł/t w grudniu 2022 r. — wzrost o ponad 330%. Mocznik skoczył z ok. 1 400 zł/t do 5 320 zł/t (+280%). To jest fizyczny ślad gazu z giełdy TTF na polskim polu pszenicy, a potem na półce w Biedronce.
  • Kurs EUR/PLN osłabił się z ok. 4,50 zł na początku 2022 r. do historycznego szczytu blisko 5,00 zł w marcu tego samego roku — dokładnie w momencie, gdy importowaliśmy najdroższe w historii surowce. To jest mechanizm „podwójnego uderzenia": surowiec drożeje w euro, a każde euro kosztuje nas więcej w złotych.
  • Stopa referencyjna NBP, narzędzie, którym Rada Polityki Pieniężnej steruje popytem wewnętrznym, nie potrafi obniżyć ceny baryłki Brent na londyńskiej giełdzie ICE ani megawatogodziny gazu w Holandii. Może natomiast — pośrednio — wpływać na kurs złotego oraz ograniczać efekty drugiej rundy (przechodzenie szoku energetycznego w płace, usługi i marże krajowe), i to jest realny, choć niedoskonały kanał obrony przed importowaną inflacją.
  • W kwietniu 2026 r. kurs Brent oscylował w ekstremalnej zmienności między 90 a 112 USD za baryłkę, a Dated Brent (cena fizyczna dostaw natychmiastowych) dobił 7 kwietnia do wieloletnich maksimów 144,42 USD/bbl — zbliżając się do historycznego rekordu ropy Brent z 11 lipca 2008 r. (147,50 USD/bbl intraday). Jesteśmy w środku kolejnego szoku importowej inflacji. Znając mechanizm, można go zobaczyć, zanim przełoży się on na rachunek w sklepie.

Gdy cel inflacyjny przestaje być w pełnym zasięgu RPP

Oficjalny cel inflacyjny NBP wynosi 2,5% z tolerancją +/- 1 punkt procentowy. To znaczy, że od 1,5% do 3,5% Rada może spać spokojnie. 31 marca 2026 r. GUS opublikował szybki szacunek marcowej inflacji: 3,0% r/r, po miesięcznym skoku o 1,0%. Odczyt był oficjalnie „w celu". Nieoficjalnie — wszyscy, którzy analizują polską gospodarkę od strony liczb, wiedzieli, że to był najwyższy wynik od ośmiu miesięcy, a głównym motorem marcowego przyspieszenia — według zgodnych omówień rynkowych i komentarzy ekonomistów — były ceny paliw. Szczegółowa dekompozycja wkładów do zmiany CPI pojawi się dopiero w pełnym raporcie GUS w połowie kwietnia.

Ropa na światowych giełdach zaczęła drożeć z powodu napięć na Bliskim Wschodzie związanych z konfliktem irańskim. Polska, która nie produkuje ropy w skali, która by cokolwiek znaczyła (wydobycie krajowe to ok. 34 tys. baryłek dziennie przy zużyciu ok. 25 mln ton rocznie), mogła tylko obserwować, jak kontrakty Brent na ICE w pierwszym kwartale 2026 r. wspięły się z ok. 70 USD/bbl do ponad 100 USD/bbl. Reszta była mechaniką: droższa ropa → droższy olej napędowy na stacjach → droższy transport → droższe wszystko, co trzeba przewieźć. A trzeba przewieźć praktycznie wszystko.

Pytanie, które zadaje wielu komentatorów jest pozornie rozsądne: „Dlaczego RPP nie podnosi stóp, żeby walczyć z tą inflacją?". Odpowiedź, której nie usłyszysz na TVN-ie, brzmi: bo nie ma takiej podwyżki stóp, która obniżyłaby cenę kontraktu Brent na ICE ani ceny megawatogodziny na TTF. Można podnieść WIBOR 3M z 4% do 7% (historyczny szczyt z końcówki 2022 r. to ok. 7,11%) i ropa dalej będzie kosztować tyle, ile kosztuje na londyńskiej giełdzie. Żeby zrozumieć, dlaczego tak jest, trzeba zejść poniżej powierzchni — do struktury polskiego zużycia energii.

Anatomia polskiej zależności: 97% ropy, 82% gazu, 27% miksu energetycznego

Polska gospodarka biegnie głównie na trzech nogach energetycznych: węgiel, ropa, gaz. Węgiel przez dekady był „nasz" — w 2024 r. jego udział w produkcji energii elektrycznej spadł do 56,2%, rekordowo nisko, ale wciąż jest największy. Ropa i gaz to zupełnie inna historia.

Według raportu Forum Energii „Transformacja energetyczna Polski. Edycja 2025", polska zależność od importu nośników energii wzrosła w ciągu dekady z 29% do 45%. W 2024 r. kraj wydał na import surowców energetycznych 112 mld zł. Od 2015 r. skumulowany koszt importu to ok. 1,2 biliona złotych. Ropa naftowa odpowiada za ok. 27% miksu energii pierwotnej — i niemal 97% tej ropy pochodzi z zagranicy. Gaz ziemny to ok. 82% zużycia pokrywanego importem. W praktyce oznacza to, że w strukturze polskiej energetyki dwa z trzech filarów mają cenę ustalaną poza naszą granicą, w walutach obcych, na giełdach, nad którymi Warszawa nie ma żadnej kontroli.

To jest punkt wyjścia, którego nie znajdziesz na anglojęzycznych portalach ekonomicznych, bo oni piszą o gospodarkach typu USA czy Wielka Brytania, które mają własną ropę (USA jest dziś eksporterem netto), własny gaz (Norwegia), własne rafinerie i własny system cen hurtowych. Polska — poza węglem — jest gospodarką, która kupuje kluczowe surowce na giełdach i każde euro wzrostu ceny TTF, każdy dolar wzrostu ceny Brent, trafia po kilku miesiącach na koniec każdej faktury za ciepło, każdego tankowania, każdej paczki makaronu. Ta strukturalna otwartość jest cechą, która definiuje polską wrażliwość makroekonomiczną — polska gospodarka z eksportem na poziomie ok. 60% PKB jest szczególnie wrażliwa na wszystko, co dzieje się na globalnych rynkach walutowych i surowcowych.

Dlaczego dokładne ceny gazu są trudne do odtworzenia. Publiczne statystyki handlowe dotyczące importu gazu ziemnego do Polski mają od lat istotne ograniczenia poufności — dokładne wartości, wolumeny i kierunki niektórych transakcji (zwłaszcza historycznych kontraktów długoterminowych jak kontrakt jamalski, ale też obecnych dostaw LNG i kontraktów z Equinor przez Baltic Pipe) są objęte tajemnicą handlową. Nie oznacza to, że Eurostat i GUS nie publikują niczego o gazie — publikują szereg danych o cenach detalicznych dla odbiorców końcowych. Ale rekonstrukcja dokładnego „mostka" między ceną TTF w euro a rachunkiem polskiego konsumenta jest trudna, bo część ogniw tego łańcucha jest z definicji ukryta przed opinią publiczną. To jeden z powodów, dla których przeciętny polski konsument nie rozumie, dlaczego jego rachunek za gaz drgnął.

Kanał pierwszy: giełda TTF → ciepłownia w Katowicach → Twój rachunek za gaz

Holenderski TTF (Title Transfer Facility) to europejski punkt odniesienia dla cen gazu ziemnego. W latach 2015–2020 kontrakty TTF oscylowały w przedziale 15–25 EUR/MWh. To był świat, w którym polska ciepłownia mogła kupować gaz za przewidywalne pieniądze, polski producent nawozów miał marże, a polska gospodyni płaciła za kubatury w mieszkaniu rachunek, który z roku na rok rósł o kilka procent, czyli w granicach inflacji.

Ten świat skończył się jesienią 2021 r. Ceny TTF zaczęły gwałtownie rosnąć już przed rosyjską inwazją — w październiku 2021 r. dotarły do 55 EUR/MWh, a w grudniu 2021 r. do 132 EUR/MWh. Przyczyną była redukcja przesyłu gazu z Rosji przez Gazprom, który zaczął grać swoimi dostawami politycznie, jeszcze zanim pierwsze czołgi przekroczyły granicę Ukrainy. Potem, 24 lutego 2022 r., rozpoczęła się wojna, i to, co wydawało się szokiem, okazało się dopiero rozgrzewką.

Sierpień 2022 r. to moment, który każdy polski analityk energetyczny pamięta. Z 1 sierpnia, kiedy TTF handlowany był po ok. 145 EUR/MWh, giełda przeszła w stan, który można określić tylko jako zbiorową panikę. 26 sierpnia 2022 r. cena przebiła 300 EUR/MWh. W szczycie tego samego miesiąca, według notowań Bloomberg, dzienne maksima sięgały 345 EUR/MWh. Innymi słowy — gaz w Europie zdrożał z ok. 20 EUR/MWh w modelu „przed pandemią" do 345 EUR/MWh w modelu „Putin naciska guziki", co oznacza wzrost o ponad 1 600%. Według danych Rady UE, to była tysiącprocentowa zwyżka względem średnich z poprzednich dekad.

Kurs holenderskiego TTF (EUR/MWh) 2020–2026 Wykres liniowy pokazujący skok cen europejskiego gazu ziemnego z ok. 20 EUR/MWh w 2020 roku do rekordowych 345 EUR/MWh w sierpniu 2022 roku i powrót do ok. 45 EUR/MWh w kwietniu 2026. 350 300 250 200 150 100 50 0 EUR / MWh 345 EUR 132 200 2020 ~20 X 2021 55 XII 2021 II 2022 90 III 2022 VIII 2022 VIII 2023 35 II 2026 32 IV 2026 ~45 strefa przedkryzysowa 2015–2020 (15–25 EUR/MWh) Wzrost z ok. 20 EUR/MWh do 345 EUR/MWh w ciągu 24 miesięcy — to ponad 17-krotny skok. Źródło: Consilium UE, ESMA, Trading Economics (ICE Dutch TTF Futures)
Wykres 1. Trzy akty europejskiego szoku gazowego — od przedkryzysowej normy przez szczyt sierpnia 2022 do nowego odbicia wokół wojny z Iranem.
Oś czasu — kurs TTF w kluczowych punktach
Marzec 2020 – wiosna 2021
Poniżej 20 EUR/MWh — świat sprzed wojny, sprzed kryzysu energetycznego, sprzed „normy rosyjskiego gazu jako broni".
Październik 2021
Ok. 55 EUR/MWh — pierwsze sygnały redukcji przesyłu z Rosji, rynek zaczyna wyceniać ryzyko.
Grudzień 2021
Ok. 132 EUR/MWh — przedwojenny szczyt. Już wtedy polskie elektrociepłownie krzyczały o dopłatach.
Początek 2022
Spadek do ok. 70–90 EUR/MWh — krótkie uspokojenie przed burzą.
Marzec 2022
Krótkotrwały skok powyżej 200 EUR/MWh po inwazji rosyjskiej.
Sierpień 2022
Rekord wszech czasów: 345 EUR/MWh (szczyt 22–26 sierpnia). Polska rządowa tarcza energetyczna jest w środku realizacji.
Sierpień 2023
Ok. 35 EUR/MWh — spadek o 88% od szczytu. Ale wciąż niemal 2× więcej niż w 2020 r.
Luty 2026
Ok. 32 EUR/MWh — kolejna stabilizacja, ale napięcia wokół Ukrainy i magazyny gazu w Niemczech zapełnione tylko w 30,2% budzą niepokój.
Marzec 2026
Podwyższona zmienność — TTF chwilowo wracał powyżej 60 EUR/MWh, a miesięczna średnia była wyraźnie wyższa niż w lutym; eskalacja napięć wokół Iranu gwałtownie przecenia europejski gaz w górę.
9 kwietnia 2026
Okolice 44–46 EUR/MWh (notowania dzienne, ICE Dutch TTF front-month) — poziom o ok. 35–40% wyższy niż rok temu, ale już poniżej marcowego szczytu. Mimo lokalnej korekty, jesteśmy w środku nowego szoku.

Co robi giełda TTF z polskim rachunkiem za gaz? Mechanizm jest prosty, choć zwykle zasłonięty trzema warstwami pośredników. PGNiG (dziś część Orlen) kupuje gaz na rynkach hurtowych — częściowo z Norwegii przez Baltic Pipe, częściowo jako LNG z Kataru i USA dostarczany do Świnoujścia, częściowo na giełdzie TTF. Cena, którą płaci, jest jakąś funkcją ceny TTF. Im drożej na TTF, tym droższy jest każdy następny zakup. Taryfy URE dla odbiorców gazu są potem dostosowywane z opóźnieniem kilku miesięcy, ale dostosowywane są — bo w przeciwnym razie Orlen zacząłby księgować miliardowe straty, które państwo (czyli podatnicy) i tak musiałoby pokryć.

Dlatego gdy widzisz, że w 2022 r. i w 2023 r. rachunki za gaz drgnęły mimo „tarcz antyinflacyjnych" i „zamrożenia cen", odpowiedź jest następująca: ceny były zamrożone dla gospodarstw domowych z pieniędzy budżetowych, a Orlen, jego dostawcy i ciepłownie dostawali rekompensaty rzędu kilkudziesięciu miliardów złotych. Inflacja nie zniknęła — została przeniesiona z rachunku za gaz do rachunku za dług publiczny, który polski podatnik i tak zapłaci w przyszłości.

Kanał drugi: rosyjska blokada → nawozy za 5 000 zł/t → chleb w Biedronce

Gdy pierwszy raz usłyszałem od znajomego rolnika z podkarpackiego, że w październiku 2022 r. zapłacił 4 400 zł za tonę saletry amonowej, myślałem, że musiał się przesłyszeć. Rok wcześniej ta sama saletra kosztowała go ok. 1 600 zł/t. Półtora roku wcześniej — 1 100 zł/t. W styczniu 2021 r., według danych Wielkopolskiej Izby Rolniczej, tona saletry amonowej kosztowała średnio 1 077,17 zł. W grudniu 2022 r. — 4 649,67 zł. To wzrost o 331% w ciągu 24 miesięcy. W tym samym czasie mocznik skoczył z 1 400 zł/t (styczeń 2021) do 5 320 zł/t (grudzień 2022) — wzrost o 280%. Według Wielkopolskiej Izby Rolniczej były to najwyższe ceny od 21 lat.

Dlaczego nawozy azotowe drożeją, gdy gaz drożeje? Bo nawóz azotowy, upraszczając, jest gazem ziemnym w formie stałej. Proces Habera-Boscha, którym produkuje się amoniak (NH₃) — punkt wyjścia do saletry amonowej, mocznika, saletrzaku, RSM — potrzebuje azotu z powietrza i wodoru z gazu ziemnego. Gaz to ok. 60–80% kosztu zmiennego produkcji amoniaku. Gdy cena TTF przekracza 200 EUR/MWh, jak było latem 2022 r., europejscy producenci nawozów (w tym polska Grupa Azoty z zakładami w Puławach, Tarnowie, Kędzierzynie-Koźlu, Policach) stają przed wyborem: produkować nawozy ze stratą albo zatrzymać instalacje. Wybrano to drugie. We wrześniu 2022 r. Grupa Azoty ogłosiła przestój znacznej części mocy produkcyjnych.

Efekt był przewidywalny. Gdy własna produkcja staje, a import z Rosji i Białorusi jest objęty sankcjami (lub dopiero ostrożnie otwierany), podaż się kurczy, a ceny idą pionowo w górę. Rolnicy, którzy w tym czasie siali zboża ozime, stali przed wyborem: zapłacić drakońską cenę, albo zmniejszyć dawkę nawożenia i ryzykować mniejszy plon. Obie decyzje miały konsekwencje dla cen żywności w 2023 r. — albo przez wyższe koszty produkcji, albo przez niższą podaż.

Polski paradoks nawozowy. Polska jest w UE jednym z większych producentów nawozów azotowych (Grupa Azoty, Anwil, Fosfory, Zakłady Chemiczne Police), ale jednocześnie jest importerem netto gazu. To znaczy, że branża, która teoretycznie miała być źródłem polskiego „azotowego eksportu", w praktyce jest pasożytem energetycznym — kupuje gaz od PGNiG/Orlenu (który z kolei kupuje go na TTF), przerabia go na nawozy i sprzedaje rolnikom. Gdy TTF rośnie, cała ta układanka trzeszczy. W 2022 r. Grupa Azoty zaraportowała kolosalne straty operacyjne. Polski rolnik dostał rachunek. Polski konsument dostał rachunek jeszcze raz — tym razem w sklepie.

Według Grupy Azoty w III kwartale 2023 r. ceny większości produktów spółki były średnio o 52% niższe niż rok wcześniej, w październiku 2023 r. produkcja nawozów azotowych wróciła do 245 tys. ton miesięcznie, a w 2024 r. cena saletry amonowej ustabilizowała się w okolicach 1 700–2 000 zł/t. Wyraźnie taniej niż w szczycie, ale dwukrotnie drożej niż przed wojną. To nie jest powrót do normalności — to nowa normalność z trwale podniesioną bazą kosztową, którą rolnicy wliczają w ceny zboża, piekarnie wliczają w cenę chleba, a supermarkety wliczają w cenę wszystkiego.

Zanotuj sobie tę sekwencję, bo jest ona fundamentem całego mechanizmu:

Mechanizm transmisji importowej inflacji — od gazu ziemnego do rachunku w sklepie Schemat pokazujący siedem etapów, przez które cena gazu ziemnego z holenderskiej giełdy TTF dociera do polskiego konsumenta jako wyższa cena pieczywa, z szacunkowymi opóźnieniami czasowymi między etapami. Od giełdy TTF do kromki chleba — 7 stacji łańcucha transmisji Każda stacja dodaje swoją marżę i swoje opóźnienie 1 Rynek TTF Holandia (ICE) gaz ziemny 20→345 EUR (2020→VIII 2022) 2 Grupa Azoty Puławy, Tarnów amoniak, saletra gaz = 60–80% kosztów zmiennych 3 Diler nawozów hurtownie, składy saletra amonowa 1 077→4 649 zł/t (I 2021→XII 2022) 4 Rolnik pole pszenicy koszt hektara +200–300 zł/t ziarna 5 Młyn zakład przetwórczy cena mąki +energia piekarni +koszty pracy 6 Piekarnia lokalny producent pieczywo hurtowe +marża ochronna („greedflation") 7 Biedronka półka sklepowa Twój rachunek +20 gr / bochenek (przykładowo) ~dni ~tygodnie ~sezon ~miesiące ~tygodnie ~dni Łączny czas transmisji szoku: 2–4 miesiące w górę (ceny „lecą jak rakiety") 6–12 miesięcy w dół (ceny „spadają jak pióra") — bo ogniwa łańcucha nie spieszą się z obniżkami marż Kierunek transmisji → Każda stacja dodaje swoje koszty, marżę, opóźnienia i asymetrię reakcji → konsument Wartości przykładowe, oparte na danych z okresu 2021–2023 (WIR, Grupa Azoty, MFW, EBC). Rzeczywiste wkłady do ceny końcowej zależą od lokalnego rynku, polityki taryfowej, cyklu sezonowego i polityki promocyjnej sieci handlowych. Diagram: mybank.pl — pierwsza polskojęzyczna wizualizacja mechanizmu transmisji importowej inflacji przez nawozy.
Wykres 2. Siedem stacji łańcucha transmisji od holenderskiej giełdy gazu do paragonu w Biedronce.

Cena gazu na rynku TTF → instalacja Grupy Azoty w Puławach → saletra amonowa u dilera na Podkarpaciu → koszt pszenicy u rolnika → cena mąki w młynie → cena chleba w Biedronce → Twój rachunek z zakupów.

Każde ogniwo tej sekwencji dodaje swoją marżę i swoje opóźnienie. Między momentem, w którym TTF spada, a momentem, w którym cena chleba przestaje rosnąć, jest zwykle 6–12 miesięcy. Między momentem, w którym TTF rośnie, a momentem, w którym chleb drożeje, jest 2–4 miesiące. „Rakiety i pióra", jak to się mówi w anglojęzycznej ekonomii: ceny lecą w górę jak rakiety, spadają jak pióra. Co oznacza, że nawet gdy mechanizm importowej inflacji już się wyczerpał i TTF jest niski, polski konsument dalej płaci wyższe rachunki — bo ogniwa łańcucha nie spieszą się z obniżkami.

Kanał trzeci: EUR/PLN jako amortyzator (który czasem zamiast amortyzować — uderza)

Do tej pory mówiłem o cenach w walutach obcych: TTF w euro, Brent w dolarach. Ale polski konsument płaci w złotych. Między nim a giełdami stoi kurs walutowy, który — w teorii — ma być amortyzatorem. Gdy surowce drożeją na świecie, polski złoty teoretycznie się umacnia (bo ekspozycja importowa rośnie, a NBP podnosi stopy, co przyciąga kapitał), i efekt jest neutralizowany. W praktyce jednak jest odwrotnie.

Lutowe dni 2022 r.: EUR/PLN kształtował się w okolicach 4,50–4,55 zł. Potem 24 lutego przyszła inwazja rosyjska i rynek spanikował. Analitycy, z którymi wtedy rozmawiałem, powtarzali „złoty zachowa się jak rumuński lej, czyli spokojnie". Nie zachował się spokojnie. 7 marca 2022 r., w dniu, w którym rynek wyceniał scenariusz rozszerzenia wojny na NATO, EUR/PLN przez chwilę dotknął 5,00 zł. To był najwyższy kurs w historii — wyższy niż rekord z marca 2004 (4,94 zł) i z lutego 2009 (4,92 zł, w apogeum kryzysu Lehman Brothers). Tego samego dnia USD/PLN sięgnął 4,62 zł, a franka szwajcarskiego widzieliśmy wyraźnie powyżej 5 zł.

W ciągu dwóch tygodni po inwazji kurs EUR/PLN osłabił się o prawie 9% względem poziomów sprzed wojny. Dla porównania — czeska korona osłabiła się o mniej niż 5%, rumuński lej praktycznie nie zareagował. Dlaczego? Bo rynek wycenia złotego jako walutę frontową. Gdy sytuacja geopolityczna w regionie się pogarsza, kapitał ucieka z PLN jeszcze szybciej niż z innych walut Europy Środkowej. To jest strukturalna cecha złotego, którą warto znać, jeśli analizuje się polską inflację — a głębiej mechanizm tej wrażliwości opisałem w dziale o analizie międzyrynkowej, gdzie omawiam kanały transmisji (kanał stóp procentowych, funding, surowcowy) między rynkami obligacji, surowców i walutami.

Mechanizm, który się wtedy uruchomił, był podręcznikowym przykładem „podwójnego uderzenia". Gaz na TTF kosztował 200 EUR/MWh zamiast 25 EUR/MWh (wzrost o 700%). Jednocześnie każde euro kosztowało polskiego importera 4,95 zł zamiast 4,50 zł (wzrost o 10%). Łączny efekt na cenę gazu w złotych nie był 700%. Był 780%. Dziesięć punktów procentowych może wydawać się drobiazgiem w skali takiego szoku, ale w skali polskiej gospodarki te 10% to dodatkowe dziesiątki miliardów złotych kosztów przeniesionych na konsumentów i budżet państwa.

Jak szok 2022 r. uderzył z dwóch stron naraz
Moment TTF (EUR/MWh) EUR/PLN TTF w PLN/MWh (orientacyjnie)
Średnia 2019 ok. 14 ok. 4,30 ok. 60
Grudzień 2021 ok. 132 ok. 4,60 ok. 607
Marzec 2022 (pierwsze dni po inwazji) ok. 200 ok. 4,95 ok. 990
Sierpień 2022 (szczyt) ok. 345 ok. 4,75 ok. 1 639
Sierpień 2023 ok. 35 ok. 4,47 ok. 156
Luty 2026 ok. 32 ok. 4,17 ok. 133
Marzec 2026 (zakres) chwilowo powyżej 60 ok. 4,22 chwilowo powyżej 250
9 kwietnia 2026 ok. 45 ok. 4,27 ok. 192

Zauważ coś ciekawego w tej tabeli. Między sierpniem 2023 r. a lutym 2026 r. cena TTF w euro spadła nieznacznie (z 35 do 32 EUR/MWh), ale cena w złotych spadła znacząco — ze 156 do 133 zł/MWh. Różnica to nic innego jak umocnienie PLN wobec euro z 4,47 do 4,17. To właśnie jest kursowy amortyzator działający w drugą stronę — gdy sytuacja się stabilizuje, polski import tanieje nie tylko dlatego, że surowiec na giełdzie tanieje, ale też dlatego, że złoty odzyskuje wartość.

W końcu lutego 2025 r. EUR/PLN schodził poniżej 4,13 zł — najniżej od lipca 2015 r. To był moment, w którym polski importer płacił za europejski gaz najmniej od dekady, pomijając ceny samego surowca. To również moment, w którym NBP z jastrzębiego banku zmienił się w gołębi — kwiecień 2025 r. to początek cyklu obniżek stóp. I tu wchodzi subtelność, którą warto zrozumieć: gdy NBP zaczyna ciąć stopy, oczekiwany zysk z trzymania polskich obligacji maleje w porównaniu do niemieckich czy amerykańskich, złoty zaczyna się osłabiać, a importowana inflacja lekko wraca. Widać to w danych: w marcu 2026 r. EUR/PLN wspiął się już do 4,27 zł, o ok. 14 groszy więcej niż w lutym 2025 r.

Dlaczego „silny złoty" nie zawsze oznacza dobrą wiadomość. W polskiej publicystyce ekonomicznej „silny złoty" jest zwykle podawany jako sygnał dobrego stanu gospodarki. Z perspektywy importowej inflacji jest trochę bardziej złożony. Silny złoty tłumi importowaną inflację (dobry efekt), ale jednocześnie uderza w polski eksport — bo polski produkt staje się droższy dla kupujących w strefie euro. Polska gospodarka, która w zeszłym roku miała rekordowo wysoki udział eksportu w PKB (ok. 55%), jest strukturalnie uzależniona od konkurencyjnego kursu. Idealny kurs dla polskiej gospodarki to taki, który nie jest ani za mocny (szkodzi eksporterom), ani za słaby (winduje inflację). Rada Polityki Pieniężnej, podejmując decyzje o stopach, musi balansować oba te efekty, i nie ma idealnego rozwiązania.

Kanał czwarty: efekty drugiej rundy — gdy szok jednorazowy robi się trwały

To jest część, którą w polskich mediach omija się najczęściej, a która jest być może najważniejsza dla zrozumienia, dlaczego inflacja z lat 2022–2023 nie zniknęła wraz z uspokojeniem rynków surowcowych. Szok cenowy na ropie i gazie jest jednorazowy w tym sensie, że jeśli cena surowca wraca do poprzedniego poziomu, to jego bezpośredni wkład do CPI znika. Ale między „bezpośrednim wkładem" a „ostatecznym wpływem na poziom cen" siedzą efekty drugiej rundy, które działają jak spirala.

Mechanizm jest prosty. Piekarz zobaczył, że jego rachunek za gaz wzrósł 3-krotnie, a cena mąki 1,5-krotnie. Podnosi cenę chleba. Jego pracownicy widzą, że wszystko drożeje, i żądają podwyżki. Piekarz, który ma już wyższe koszty energii i podnoszone ceny mąki, teraz ma także wyższe koszty pracy. Żeby zachować marżę, podnosi cenę chleba drugi raz. Jego klienci, widząc drożejący chleb, żądają podwyżek w swoich pracach. Ich pracodawcy podnoszą ceny swoich produktów. I tak dalej. Szok zewnętrzny, który miał być jednorazowy, wchodzi do oczekiwań inflacyjnych, do negocjacji płacowych, do kontraktów długoterminowych — i zostaje tam na lata.

Tu właśnie jest realna rola banku centralnego w walce z importowaną inflacją, i tu NBP faktycznie może coś zrobić. Nie może obniżyć ceny baryłki Brent. Może natomiast — poprzez stopy procentowe, komunikację i kotwiczenie oczekiwań inflacyjnych — powstrzymać przechodzenie szoku z kanału surowcowego do kanału płac i marż krajowych. To dlatego NBP tak pilnie obserwuje inflację bazową (po wyłączeniu żywności i energii). Inflacja bazowa jest wskaźnikiem, który mówi, ile z szoku już „wsiąknęło" w strukturę cen krajowych.

W lutym 2026 r. inflacja bazowa w Polsce wyniosła 2,5% r/r — praktycznie w celu NBP. To jest dobra wiadomość: oznacza, że szok z lat 2022–2023 został już w dużej mierze „wypchnięty" z oczekiwań inflacyjnych, a krajowa presja cenowa jest opanowana. To właśnie daje RPP komfort obniżania stóp. Ale gdyby efekty drugiej rundy wróciły — gdyby piekarze, transportowcy i firmy zaczęły znów przerzucać koszty na konsumentów w trybie defensywnym — NBP musiałby zareagować nawet, jeśli źródłem szoku byłaby ponownie geopolityka, nie polski konsument. Dla tradera walutowego moment publikacji flash CPI jest zresztą jednym z kluczowych wydarzeń tygodnia — odczyt inflacji 0,3 pp powyżej konsensusu potrafi ruszyć złotym mocniej niż cały pakiet danych o zatrudnieniu i wynagrodzeniach.

„Greedflation" i marże jako wzmacniacz szoku. W latach 2022–2024 ekonomiści (m.in. MFW i EBC) opublikowali szereg analiz pokazujących, że znacząca część inflacji w strefie euro i w niektórych krajach OECD została napędzona przez ekspansję marż korporacyjnych, a nie tylko przez twarde koszty. Zjawisko to nazwano „greedflation" albo bardziej neutralnie — „sellers' inflation". Firmy, widząc zaburzenia łańcuchów dostaw i powszechną narrację o drożeniu wszystkiego, podnosiły ceny agresywniej niż wymagałyby tego same koszty — bo konsumenci to akceptowali. W Polsce szczegółowych, recenzowanych analiz tego efektu jest mniej, ale obserwacje z marż sieci handlowych i przetwórstwa spożywczego z lat 2022–2023 sugerują, że mechanizm działał i u nas. Innymi słowy: między baryłką ropy w Rotterdamie a ceną chleba w Biedronce siedzi nie tylko transport i energia piekarni, ale także zarządy firm, które w warunkach szoku mają więcej możliwości podnoszenia cen niż w normalnych czasach.

Dlaczego RPP nie może „zestrzelić" tej inflacji stopami — i co naprawdę może

Klasyczny model polityki pieniężnej zakłada, że bank centralny, chcąc obniżyć inflację, podnosi stopę referencyjną. Wyższe stopy → droższy kredyt → mniej inwestycji i konsumpcji → niższy popyt → niższa presja na ceny → niższa inflacja. Model działa dobrze, gdy inflacja jest popytowa — czyli gdy pojawia się, bo gospodarka się przegrzewa i ludzie kupują więcej, niż gospodarka jest w stanie wyprodukować.

Ale w 2022 r. polska inflacja była w dominującej części podażowa i importowa. Polacy nie kupowali gazu dlatego, że mieli więcej pieniędzy niż wcześniej. Kupowali gaz, bo potrzebowali gazu. Rolnik nie kupował saletry amonowej, bo kredyt w banku był tani — kupował saletrę amonową, bo bez niej pszenica nie urośnie. W takiej sytuacji podwyżka stopy referencyjnej ma dwa efekty, z których jeden działa, a drugi nie.

Co nie działa: obniżenie ceny gazu na TTF przez podwyżkę WIBOR-u. Tego po prostu nie ma. Polska gospodarka jest zbyt mała w skali europejskiej, żeby polska polityka pieniężna wpływała na europejskie ceny surowców. Spadek polskiego popytu na gaz o 10% (co samo w sobie jest niemożliwe w krótkim okresie bez poważnej recesji) nie obniży ceny TTF o nic — bo TTF jest wyceną europejską, a Polska odpowiada za ułamek europejskiego zużycia gazu.

Co działa, choć niedoskonale, ma dwa kanały. Pierwszy to kanał kursowy: podwyżka stopy referencyjnej zwiększa rentowność polskich obligacji, przyciąga kapitał zagraniczny, umacnia złotego, a silniejszy złoty sprawia, że za każde euro importu płacimy mniej w PLN. Drugi to kanał oczekiwań inflacyjnych i efektów drugiej rundy — opisany w poprzednim rozdziale. Jastrzębia komunikacja RPP i wysokie stopy ograniczają skłonność firm do podnoszenia cen w oczekiwaniu na przyszłe wzrosty kosztów, a pracowników do żądania agresywnych podwyżek płac w oczekiwaniu na przyszłą inflację. RPP nie może obniżyć ceny gazu w euro. Może natomiast pilnować, żeby szok, który do Polski przyszedł z zewnątrz, nie wszedł na stałe do krajowego mechanizmu cenowego. W marcu 2022 r. i jesienią 2022 r. NBP agresywnie podnosił stopy — z 0,1% na początku 2021 r. do 6,75% w październiku 2022 r. — i jednym z deklarowanych celów była obrona przed importowaną inflacją właśnie przez te dwa kanały.

Czy to zadziałało? Częściowo. Złoty odzyskał część strat z marca 2022 r. już latem tego samego roku, a w połowie 2023 r. wyraźnie się umacniał, co wspierało dezinflację. Jednocześnie inflacja bazowa, która w lutym 2023 r. dobiła do ok. 12% r/r, zaczęła stopniowo spadać, co sugeruje, że kotwiczenie oczekiwań przynajmniej częściowo działało. Ale szczytowa inflacja CPI w Polsce wyniosła 18,4% w lutym 2023 r. — najwyżej od połowy lat 90. Żadne stopy procentowe w Polsce nie mogły w pełni tego zatrzymać, bo źródłem pierwotnego szoku był Putin zakręcający kurek gazu, a nie polski konsument kupujący za dużo telewizorów.

Z perspektywy tradera warto zrozumieć jeszcze jedną rzecz. Gdy NBP w kwietniu 2025 r. zaczął obniżać stopy (stopa referencyjna z 5,75% w styczniu 2025 r. spadła do 3,75% na posiedzeniu 3–4 marca 2026 r., a 9 kwietnia 2026 r. pozostawiona bez zmian), analitycy rynkowi natychmiast zaczęli pisać o ryzyku osłabienia złotego. To nie jest przypadek ani „niedźwiedzie nastawienie analityków do PLN" — to jest logiczna konsekwencja tego, że różnica w rentowności między PLN a EUR maleje. Osłabienie złotego = droższy import = wyższa presja na importowaną inflację. I dokładnie to widzimy w marcu 2026 r.: EUR/PLN już jest wyżej, Brent już jest wyżej, paliwa na stacjach już są droższe, CPI już jest wyżej.

Marzec 2026: nowy szok, stary mechanizm

Teraz, znając już mechanizm, wróćmy do marca 2026 r. i zobaczmy, co tam się dokładnie wydarzyło.

Luty 2026 r.: CPI na poziomie 2,1% r/r, inflacja bazowa 2,5%, EUR/PLN ok. 4,13, Brent ok. 70 USD/bbl, TTF ok. 32 EUR/MWh. Dezinflacja wygląda na zakończoną. RPP 3–4 marca 2026 r. obniża stopy o 25 punktów bazowych do 3,75%, prezes NBP mówi o możliwej kontynuacji cyklu.

Marzec 2026 r.: napięcie militarne z Iranem się zaostrza. Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa ok. 20% światowej ropy, staje się teatrem działań wojennych. 2 kwietnia Brent skacze do 111 USD/bbl. 3 kwietnia — 112 USD/bbl. 7 kwietnia Dated Brent (benchmark rynku fizycznego dla ładunków Morza Północnego, wyceniany przez Platts) dobija do 144,42 USD/bbl — do wieloletnich maksimów, zbliżając się do historycznego rekordu ropy Brent z 11 lipca 2008 r., kiedy kontrakty futures osiągnęły 147,50 USD/bbl intraday. Futures Brent na ICE na tę samą sesję 7 kwietnia oscylują wokół 109 USD/bbl — rozdźwięk między rynkiem fizycznym (Dated Brent) a terminowym (Brent futures) jest niezwykle rzadki i sam w sobie jest sygnałem, jak bardzo rynek boi się fizycznego niedoboru dostaw. To przypomina strukturę wielopoziomowego rynku walutowego, gdzie cena na ekranie brokera jest zawsze „opóźniona" i „poszerzona" względem interbankowego źródła — tu jest podobnie, tyle że rozdźwięk między Dated Brent a futures pokazuje coś fundamentalnie innego: brak fizycznych ładunków w tu i teraz. 8 kwietnia Brent futures spadają do ok. 96 USD/bbl (-12% w ciągu dnia) po informacji o „dwustronnym zawieszeniu broni" ogłoszonym przez Trumpa. 9 kwietnia rebound do 100,99 USD/bbl. W momencie, gdy piszę ten artykuł, rynek jest w trybie ekstremalnej zmienności — dzienne amplitudy 10–15% to norma.

A jakie to ma znaczenie dla polskiego konsumenta? Ogromne. GUS mierzy ceny na stacjach zwykle w drugim i trzecim tygodniu miesiąca. W marcu 2026 r. najwyższe ceny paliw na polskich stacjach pojawiły się pod sam koniec miesiąca — więc w kwietniowym odczycie inflacji zobaczymy pełniejsze odbicie. Dodatkowo od 8 kwietnia obowiązują ustawowe maksymalne ceny detaliczne paliw ustalone w obwieszczeniu ministra (uwzględniające tymczasowo obniżony VAT i akcyzę), co ma zamrozić szok na poziomie pompy. Ale „tymczasowo" to niebezpieczne słowo — bo jeśli Brent pozostanie powyżej 100 USD/bbl przez dłuższy czas, to budżet państwa nie pokryje tej różnicy bez końca.

Równocześnie w gospodarce uruchamia się stary mechanizm: przerzucanie wyższych kosztów paliw i energii na finalnych konsumentów. Transportowiec, który wozi truskawki z Hiszpanii do Krakowa, przy wyższym oleju napędowym musi podnieść stawki frachtu. Hurtownia, która kupuje te truskawki, musi podnieść cenę detaliczną. Supermarket musi podnieść cenę na półce. Ty, kupując truskawki, płacisz o 20 groszy więcej. Nikomu nic się nie zmieniło — wszyscy po prostu przepuścili przez siebie dolara za baryłkę ropy z Londynu. Między momentem, w którym ten dolar się zmienił, a momentem, w którym Ty to odczuwasz, mija zazwyczaj 4–8 tygodni. To jest właśnie opóźnienie, które sprawia, że kiedy GUS publikuje dane o inflacji, są one zwykle opowieścią o tym, co już się wydarzyło, a nie o tym, co się wydarzy.

Czego nie zobaczysz w szybkim szacunku GUS. Szybki szacunek CPI, który GUS publikuje ostatniego dnia roboczego każdego miesiąca, bazuje na cenach zebranych głównie w drugim i trzecim tygodniu miesiąca. Oznacza to, że gdy szok cenowy (jak skok Brent o 40% w ostatnim tygodniu marca 2026) nadchodzi późno, jego pełny wpływ pojawia się dopiero w odczycie za kolejny miesiąc. Dlatego analitycy nie czytają tylko nagłówka inflacji, ale sprawdzają też dane dzienne o cenach paliw na stacjach i o cenach hurtowych energii — to są „leading indicators", które mówią, gdzie inflacja będzie za miesiąc, a nie gdzie była miesiąc temu.

Co z tego wynika dla Ciebie — jako konsumenta, kredytobiorcy i obserwatora rynku

Artykuł był długi, więc zamknijmy go konkretnymi wnioskami, które mają praktyczne znaczenie.

1. Ograniczona rola RPP — zrozum, co bank centralny może, a czego nie

Nie oczekuj, że RPP „zestrzeli" importowaną inflację. Nie może bezpośrednio. Gdy następnym razem w polskiej gazecie przeczytasz, że „inflacja rośnie, bo RPP nie podnosi stóp", zastanów się, czy źródłem tej inflacji są ceny paliw i energii (importowane, poza bezpośrednią kontrolą NBP), czy ceny usług i żywności produkowanej lokalnie (bardziej wrażliwe na politykę pieniężną). W marcu 2026 r. ceny paliw do prywatnych środków transportu wzrosły o 8,5% r/r, a nośniki energii o 3,9% r/r — obie te kategorie są dominująco importowe. Inflacja bazowa (po wyłączeniu żywności i energii) spadła w lutym 2026 r. do 2,5% r/r, co oznacza, że krajowa presja cenowa jest już w celu NBP. RPP ma realną rolę — ale jest nią obrona przed efektami drugiej rundy, nie „zestrzelenie" ceny ropy.

2. EUR/PLN jako barometr importowej inflacji

Obserwuj kurs EUR/PLN jako leading indicator importowej inflacji. Gdy złoty się osłabia (EUR/PLN rośnie), importowana inflacja rośnie z opóźnieniem 2–4 miesięcy. Gdy złoty się umacnia, spada z tym samym opóźnieniem. Jeśli masz kredyt hipoteczny w PLN, to Twój interes jest dokładnie tam, gdzie interes RPP: w miarę stabilnym, lekko umacniającym się złotym, który pozwala na obniżki stóp bez ryzyka importowanej inflacji. Gdy EUR/PLN przekracza 4,30 zł i rośnie, prawdopodobieństwo kolejnej obniżki stóp maleje. Jeśli chcesz lepiej rozumieć, jak naprawdę działa rynek walutowy, na którym kwotowana jest para EUR/PLN — zdecentralizowany rynek OTC, na którym nie ma jednej ceny, tylko sieć kwotowań zbiegających się ku wspólnej wartości — zajrzyj do wprowadzenia do struktury rynku Forex.

3. TTF i Brent — dwa wykresy, które warto mieć w zakładkach

Śledź TTF i Brent — to są dwa benchmarki, które decydują o polskiej inflacji energetycznej bardziej niż jakikolwiek inny czynnik. Nie musisz być traderem, żeby sprawdzać ich notowania. Trading Economics, Investing.com, Bloomberg — wszystkie publikują je za darmo. Gdy TTF przebija 50 EUR/MWh, a Brent 100 USD/bbl, rośnie prawdopodobieństwo, że w kolejnych miesiącach wróci dyskusja o „drugiej fali inflacji". Gdy TTF spada poniżej 25 EUR/MWh, a Brent poniżej 70 USD/bbl, zwykle po kilku miesiącach pojawia się przestrzeń do obniżek taryf energetycznych i stóp procentowych. To są reguły heurystyczne, nie prawa fizyki — opóźnienia zależą od kursu walutowego, polityki taryfowej i momentu cyklu koniunkturalnego.

4. Nie daj się nabrać na wygodną narrację polityczną

Nie daj się nabrać na narrację „to rząd/NBP/supermarket/Unia są winni inflacji". Ta narracja sprzedaje gazety, ale maskuje realny mechanizm. W 2022–2023 r. szczytowa inflacja w Polsce dobiła do 18,4%. Szczegółowa dekompozycja tego, ile punktów procentowych przypada na szok energetyczny, ile na żywność (której ceny też rosły głównie z powodu nawozów i energii), ile na efekty drugiej rundy, a ile na politykę fiskalną, jest przedmiotem dyskusji między ekonomistami i wymaga modelowej metodologii, której GUS nie publikuje. Bezpieczne jest powiedzieć tyle: dominujący impuls pierwotny był zewnętrzny i surowcowy, ale krajowa reakcja (płace, marże, taryfy, polityka fiskalna) była istotnym wzmacniaczem. Gdy ktoś podaje Ci jedną prostą liczbę („winne było X w Y procentach"), zapytaj o metodologię. Odpowiedź zwykle skończy rozmowę.

5. Strukturalna zależność — to się szybko nie zmieni

Mechanizm importowanej inflacji jest strukturalny i nie zmieni się, dopóki Polska będzie importować 97% ropy i 82% gazu. Można go złagodzić — przez magazyny strategiczne, dywersyfikację dostaw (Baltic Pipe, terminal LNG w Świnoujściu, rozbudowa portu w Gdańsku), własną produkcję z OZE, atom, efektywność energetyczną. To są wszystko zmiany liczone w dekadach, nie kwartałach. Do tego czasu będziemy żyli w gospodarce, w której każdy konflikt na Bliskim Wschodzie, każda decyzja OPEC+, każdy chłodny tydzień w Europie Środkowej, każde zaostrzenie między Rosją a Ukrainą, jest w pewnym sensie wydarzeniem polskiej polityki pieniężnej — nawet jeśli RPP nie ma w tym żadnej bezpośredniej roli.

W kwietniu 2026 r. jesteśmy w trakcie kolejnej iteracji tego samego mechanizmu. Brent oscylujący w okolicach 100 USD/bbl po ekstremalnej zmienności, TTF ok. 45 EUR/MWh z tendencją podwyższoną względem lutego, napięcia w Cieśninie Ormuz, Dated Brent na wieloletnich maksimach 144 USD/bbl w pewnym momencie tygodnia. Za kilka tygodni zobaczymy to w odczycie CPI za kwiecień. Za kilka miesięcy — w cenach nawozów dla polskich rolników, a potem w cenach żywności. RPP może być zmuszona spowolnić lub wstrzymać dalsze luzowanie polityki pieniężnej, jeśli zobaczy ryzyko dla kursu złotego i dla oczekiwań inflacyjnych — bronić złotego, zakotwiczyć oczekiwania i przez oba te kanały amortyzować szok.

Tyle i aż tyle. Mechanizm jest prosty, jego skutki są ogromne, jego rozumienie — rzadkie. Teraz jest już trochę mniej rzadkie.

Źródła i bibliografia

  1. Główny Urząd Statystyczny, szybki szacunek CPI, marzec 2026, publikacja 31 marca 2026 r.
  2. Narodowy Bank Polski, „Inflacja bazowa — dane za luty 2026 r.", publikacja 16 marca 2026 r.
  3. Forum Energii, „Transformacja energetyczna Polski. Edycja 2025", raport opublikowany listopad 2025 r.
  4. Consilium UE, „A market mechanism to limit excessive gas price spikes", materiał informacyjny 19 grudnia 2022 r.
  5. ESMA, „The August 2022 surge in the price of natural gas futures", analiza z października 2023 r.
  6. Bankier.pl, „Inflacja w Polsce w marcu 2026. Tak szok paliwowy podbił inflację CPI", publikacja 31 marca 2026 r.
  7. StockWatch.pl, „GUS: inflacja w marcu 2026 r. wyniosła 3,0 proc. r/r. Poniżej konsensusu", publikacja 31 marca 2026 r.
  8. Wielkopolska Izba Rolnicza, dane o cenach nawozów azotowych 2021–2023.
  9. Grupa Azoty S.A., raporty kwartalne 2022–2023, komunikaty prasowe o przestojach produkcyjnych.
  10. Farmer.pl, „Co się dzieje z cenami nawozów?", publikacja marzec 2026 r.
  11. NBP, tabele kursów średnich waluty krajowej, archiwum EUR/PLN 2021–2026.
  12. Trading Economics, dane historyczne TTF Gas i Brent Crude.
  13. Bloomberg, „Dated Brent Oil Price Jumps to Highest Level on Record", publikacja 7 kwietnia 2026 r.
  14. Bank biznes (za Polish Economic Institute), dane o strukturze importu ropy do Polski 2025 r.
  15. Interia Biznes za raportem Forum Energii, „Zależność Polski od importu surowców rośnie", lipiec 2025 r.
  16. CCIFP, „Jaki jest wpływ wojny w Ukrainie na kurs złotego?", analiza 2022 r.
  17. CNBC, „European natural gas prices return to pre-Ukraine war levels", publikacja grudzień 2022 r.