Tylko formalnością wydaje się wyjaśnienie, że spadki wzięły swój początek ze złych informacji z rynku nieruchomości USA: tutaj głosy Beazer Homes czy USG o tym, że trudno dzisiaj przewidzieć kiedy miną trudności na tym rynku, wzmocnione zwiastującymi spadek popytu sygnałami o z banków coraz bardziej zaostrzającej się polityce oceny zdolności kredytowej chętnych do zakupu własnego lokum były tylko potwierdzeniem tego, o czym już wiadomo było już od miesięcy: główny motor amerykańskiej gospodarki w postaci rynku nieruchomości zwalnia. Nastrojów mimo wszystko nie poprawiły lepsze od spodziewanych odczyty wstępnych danych o dynamice PKB w drugim kwartale oraz inflacji osobistych wydatków konsumpcyjnych (PCE). Warto zaznaczyć, że właśnie ten ostatni stanowi główną wskazówkę dla członków FED o tym, jak decyzjami o poziomie stóp procentowych reagować na zachowanie się inflacji. Jeśli dodać do tego również lepszy od ustalonego wcześniej konsensusu deflator, jako miara przeciętnego wzrostu cen wszystkich dóbr i usług, to dla rynku akcji oznacza to jedno: nadzieję na obniżkę stóp procentowych. Oczywiście nadzieja taka to jeszcze zbyt mało, ale być może weekendowa przerwa nieco poprawi negatywne nastroje, a zakończenie pierwszej sesji tygodnia w Azji (Nikkei zyskał dzisiaj 0,03%) w połączeniu ze stabilizacją umacniającego się w ostatnim tygodniu jena japońskiego będą stanowiły czynniki, dzięki którym najbliższe sesje będzie można zaliczyć do bardziej udanych.
Z technicznego punktu widzenia wykres WIG20 naruszył dolne ograniczenia formującego się od maja klina, co może być zwiastunem spadków do poziomu w granicach 3460-3470 pkt., zanim to jednak miałoby nastąpić to należałoby przełamać nieco wyższy poziom wsparcia przy 3550 - 3560 pkt.