Szczególnie, że wczorajsze zachowanie europejskich i amerykańskich giełd, kiedy słabe dane z amerykańskiego rynku pracy i „recesyjny” odczyt indeksu ISM dla sektora usług w USA, nie sprowokowały wyprzedaży akcji może sugerować, że światowe giełdy również „chcą” korekty.
Ewentualne wzrostowe odreagowanie na GPW nie powinno być duże. Do czasu aż nie poprawią się nastroje na globalnych rynkach strach przed dalszą przeceną powinien bowiem paraliżować inwestorów, zniechęcając do dużych zakupów akcji. Szczególnie, że sytuacja techniczna na wykresach indeksów WIG20 i WIG, nie wygląda najlepiej. I to pomimo tego, że indeks dużych spółek zbliżył się wczoraj do poziomu 2500 pkt., a WIG przetestował poziom 40000 pkt. (oba wyznaczają minimalny zakres spadków wynikający z czerwcowego wybicia dołem z 4-miesięcznego trendu bocznego).
Z punktu widzenia rynkowej psychologii sygnałem bliskiego końca spadków mogłaby być paniczna wyprzedaż akcji zakończona na istotnym wsparciu. Natomiast z punktu widzenia czynników fundamentalnych, istotnym czynnikiem zmieniającym rynkowe nastroje, będzie zmiana trendu na rynku ropy lub przynajmniej początek silnej, średnioterminowej korekty.