Stopa bezrobocia w Stanach Zjednoczonych pozostała w czerwcu na poziomie 5,5 proc., a zatrudnienie w sektorze pozarolniczym spadło o 62 tys. Dodatkowo dane o zatrudnieniu z poprzedniego miesiąca skorygowano również do -62 tys. z wcześniej szacowanych -49 tys. Oba raporty były gorsze od prognoz, które zakładały w czerwcu odpowiednio odczyt na poziomie 5,4 proc. i -50 tys.
Powodów do zadowolenia nie dała również publikacja „usługowego” indeksu ISM, obrazującego kondycję sektora usług w USA. W czerwcu spadł on do 48,2 pkt., ponownie sygnalizując recesję. Oczekiwano natomiast jego spadku o 0,2 pkt. do 51,5 pkt.
Należy również zwrócić uwagę, że indeks ten sugeruje dalsze pogorszenie się sytuacji na rynku pracy, co przełożyło się na spadek jego subindeksu zatrudnienia w czerwcu do 43,8 pkt. z 48,7 pkt. w maju, przy jednoczesnym wzroście presji cenowej (stosowny subindeks wzrósł do 84,5 pkt. z 77 pkt.).
Jeżeli do danych z USA dołożyć wczorajszą podwyżkę stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny, to powstały doskonałe warunki do przeceny. Przeceny jednak nie było. Na europejskich parkietach systematycznie następowała poprawa sytuacji, która przyśpieszyła po godzinie 14:30. Sesja na Wall Street które rozpoczęła się od wzrostów, zakończyły się umiarkowanie pozytywnie. Wzrósł S&P500 i DJIA. Spadła natomiast Nasdaq Composite.
Sygnały wysłane w czwartek przez czołowe rynki akcji, zważywszy na ich stosunkowo duże wyprzedanie, pozwalają oczekiwać przynajmniej kilkudniowej wzrostowej korekty. Przy tej krótkoterminowej zmianie nastrojów, konieczne będą bowiem naprawdę silne impulsy do kontynuacji przeceny. Do odbicia natomiast wystarczy najmniejszy pretekst.
To jak silna będzie korekta będzie zależało od kształtowania się sytuacji na rynku ropy i wyników kwartalnych amerykańskich spółek, których sezon publikacji nieoficjalnie rozpoczyna się w przyszłym tygodniu. Te same czynniki jednocześnie zdecydują o tym kiedy zakończy się obecna fala spadków.