Notowane na warszawskiej giełdzie akcje CCI, zareagował niewielkim wzrostem na opublikowane wyniki kwartalne. W południe za jedną trzeba zapłacić o 26,6 zł, czyli o 0,4 proc. więcej niż wczoraj na zamknięciu. Kurs akcji od końca stycznia znajduje się w trendzie bocznym. Póki co nic nie zapowiada szybkiego wybicia.

Przyszłość CCI rysuje się dość ciekawie. Bogacąca się polskie społeczeństwo prędzej czy później trafi do kin, mającego 1/3 rynku, Cinema City. A jest co zagospodarowywać. Polacy wciąż odwiedzają kina prawie trzy razy rzadziej niż wynosi średnia europejska. Jest to o tyle istotne, że ponad 50 proc. przychodów CCI czerpie z Polski.

Jednak to nie polski rynek będzie w przyszłości generował największy wzrost przychodów. Ograniczone projekty inwestycyjne w Polsce, a przede wszystkim brak planów zdecydowanego wejścia z kinami do mniejszych miast, w połączeniu z rosnącą konkurencją ze strony Heliosa oraz połączonego Multikina i Silver Screen sprawiają, że jakkolwiek przychody CCI z polskich kin będą rosły, to ten kawałek "kinowego tortu" może się zmniejszać.

To jednak nie powinno w sposób istotny martwić inwestorów giełdowych. Koniem pociągowym w przyszłości może być rynek rumuński, gdzie w drugim półroczu firma chce otworzyć pięć kin z 44 salami projekcyjnymi, a w przyszłości kolejne 15-cie. To krok w dobrym kierunku, gdyż obecnie to praktycznie niezagospodarowany rynek z bardzo dużym potencjałem wzrostu. Takich rynków jest zresztą więcej. Ciekawym rynkiem wydaje się chociażby Ukraina. Być może po zakończeniu głównych inwestycji w Rumunii, to będzie kolejny kraj zagranicznej ekspansji CCI. Zwłaszcza, że konkurencyjne Multikino już stawia tam pierwsze kroki.