Tym razem jednak na horyzoncie cały czas pozostają nierozwiązane kwestie handlu oraz coraz mocniejsze sygnały spowalniających gospodarek, co może pokrzyżować plany bykom w najbliższych miesiącach.
Pod koniec zeszłego tygodnia, Departament Handlu w USA przekazał Donaldowi Trumpowi raport dotyczący sektora motoryzacyjnego, w którym z jedną opcji jest nałożenie taryf celnych na samochody i części importowane do Stanów Zjednoczonych. Amerykański prezydent w tym tygodniu po raz kolejny ostrzegł, że jeżeli nie dojdzie do porozumienia handlowego z UE, to jest gotowy obłożyć wszystkie samochody spoza USA stawką celną 25%. Oczywiście najmocniej uderzy to w kraje, które słyną z produkcji samochodów czyli Niemcy i Japonię. Udział eksportu samochodów z tych krajów do USA w całym PKB zawiera się między 0,5% a 1%. Dodatkowo trzeba pamiętać, że niemieckie koncerny mogą być również poszkodowane w związku z dalszą eskalacją konfliktu między USA a Chinami, ze względu na fakt umiejscowienia fabryk oraz znacznego udziału w rynku chińskim. Warto również pamiętać, że jednym z najbardziej poszkodowanych krajów takiego scenariusza będzie nasz sąsiad czyli Słowacja, której udział w sprzedaży samochodów do USA w relacji do PKB wynosi ponad 2%. W efekcie może być to kolejny pstryczek w nos dla europejskiego przemysłu, który od dłuższego czasu przeżywa cięższe chwile. Potwierdzają to choćby wczorajsze odczyty PMI dla strefy euro, które dla przemysłu ponownie rozczarowały a wskaźnik dla całego Eurolandu wypadł po raz pierwszy od 2013 roku poniżej granicy 50 punktów.
Z drugiej strony cały czas nierozwiązaną mamy sprawę Chin. Negocjacje handlowe w Waszyngtonie jak na razie nie przyniosły wspólnego komunikatu, a najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się zapowiadane wcześniej wydłużenie okresu negocjacyjnego o 60 dni. Zarówno Chiny jak i sam Donald Trump potrzebują rozejmu przynajmniej na chwilę, lecz trzeba pamiętać, że amerykański prezydent łatwo nie odpuści i z pewnością będzie chciał zostawić sobie furtkę na to, aby móc w przyszłości ponownie uderzyć w Chiny. W potencjalnym porozumienia cały czas nie wiadomo jak zostaną rozwiązane kwestie kursu walutowego, czy ochrony własności intelektualnej. To właśnie te dwie kwestie budzą najwięcej wątpliwości od początku sporu i nie wydaje się jak na razie, żeby jedna ze stron chciała w tej kwestii odpuścić, co stawiałoby ją w roli przegranego.
Tydzień kończymy w dobrych nastrojach na światowych parkietach, które notują najwyższe poziomy od przełomu listopada i grudnia. Nie można tego jednak powiedzieć o Warszawie, która po okresie relatywnej siły względem rynków rozwiniętych powróciła do słabszej dyspozycji, która obserwowana była przez większość 2018 roku. Trzeba jednak pamiętać, że ten tydzień był w wykonaniu blue chipów delikatnie lepszy niż poprzednie, kiedy S&P500 wspinał się cały czas po ścianie strachu, a nasz benchmark notował trzy tygodnie z rzędu z ujemną stopą zwrotu. Ostatnia korekta oraz atrakcyjne poziomy złotego mogą ponownie przynieść przynajmniej chwilowy napływ nowego kapitału na nasz rynek w najbliższych dniach, jeśli oczywiście sytuacja na światowych rynkach będzie do tego cały czas korzystna i nie powrócimy w stan globalnego odwrotu od aktywów ryzykownych.
Giełdy rosną w obliczu potencjalnych ryzyk handlowych
Giełda
Komentarz giełdowy XTB
Źródło: Piotr Jaromin, Analityk Rynków Finansowych XTB
Opublikowano:
Odbicie na indeksie S&P500 od grudniowego dołka sięgnęło już 20%. Zaskakująca jest również szerokość odbicia całego rynku mierzona stosunkiem ilości spółek rosnących do spadających na Wall Street, co przypomina z tej perspektywy początek rajdu wzrostowego w 2016 roku, kiedy głównym powodem do zmartwień dla rynków również były Chiny.