Niestety, w moim odczuciu rynek ma wciąż poważny problem z brakiem silniejszego popytu. To odzwierciedla się w obrotach na całym rynku, które utrzymują się na stabilnym i umiarkowanym poziomie, w zdecydowanej większości przypadając na grono największych walorów. Jeśli spojrzymy na szeroki rynek zobaczymy bardzo marnej jakości popyt i często duże problemy z płynnością.
Tymczasem na rynku towarowym bańka spekulacyjna rośnie i nie chce pękać. Tak nazwałbym obecne wahania na rynku ropy naftowej, która w Nowym Jorku kosztuje już ponad 109 dolarów za baryłkę, a w trakcie wczorajszych notowań kontrakty na surowiec pokonały przez moment kolejną psychologiczną barierę 110 dolarów. Słabość dolara nie jest wystarczającym argumentem za takimi wzrostami i wydaje się, że jest to już ostatnia, euforyczna fala wzrostów na ropie. Trudno ocenić jej zasięg, lecz jest duża szansa, że przy braku podstaw fundamentalnych (światowe spowolnienie gospodarcze) w tym roku ten trend załamie się wreszcie przynosząc lekką ulgę wielu gospodarkom tłumiąc napięcia inflacyjne.
Wracając do GPW - chociaż zwyżka z ostatnich dni nie jest podparta silnym popytem i nie wiązałbym z nią większych nadziei w szerszym horyzoncie czasowym, ma ona jeszcze szansę na kontynuację przynajmniej do oporu zlokalizowanego w okolicy 3000-3020 punktów. Tymczasem na dzisiejszej sesji najprawdopodobniej dojdzie do wyraźnego spadku związanego z tąpnięciem na rynkach azjatyckich. Wsparcia dla WIG20 to 2860 i 2910 punktów.