Skala spadków w punkcie krytycznym była olbrzymia. Indeksy małych i średnich spółek traciły ponad 10%,a stabilniejszy zwykle WIG20 przekroczył próg 6% zniżki podczas jednej sesji. Kluczowym momentem była publikacja danych makroekonomicznych z USA. O godzinie 14:30 garść złych danych nie wpłynęła jednak negatywnie na rynek – indeksy były już tak nisko, że mimo złego wydźwięku publikacji zza Oceanu popyt ruszył do ataku, dzięki czemu do końca sesji odrobiliśmy chociaż część poważnych strat.

Co przed nami? Mamy średnioterminowy trend spadkowy i choć wczorajsza panika mogła być jego chwilowym wyczerpaniem, to jednak spodziewam się kontynuacji spadków w horyzoncie najbliższych dni czy też tygodni. WIG20 ma jeszcze w mojej ocenie przynajmniej 5% potencjał spadkowy i spodziewałbym się większego popytu w okolicy 3150 punktów. Choć przy obecnej olbrzymiej nerwowości na rynkach indeks największych spółek może tam dotrzeć bardzo szybko, to jednak należałoby zakładać, że po drodze dojdzie do nieco większego niż w ostatnich tygodniach wzrostowego odreagowania.

Na dzisiejszej sesji może zdarzyć się wszystko. Giełdy amerykańskie skończyły dzień w okolicy zera mimo ponad 2% spadków w trakcie sesji, lecz w nocy ponownie mocna przecena dotknęła indeksy azjatyckie. Trudno w takich nerwowych momentach prognozować ruch cen, a skoro trwa trend spadkowy, codziennie nieco większe szanse ma strona podażowa.