Wczorajsze spadki indeksów WIG20 (-1,38 proc.) i WIG (-2,03 proc.), jakkolwiek zostały w dużej mierze ograniczone w samej końcówce notowań, co można nawet zapisać jako mały plus dla strony popytowej, potwierdzają to, że oba indeksy kierują się ku styczniowym minimom.
To zła wiadomość dla posiadaczy akcji. Jednak tylko połowicznie. Obecnie brak jest bowiem tych czynników, które odpowiadały za paniczną wyprzedaż w połowie stycznia. Inwestorzy też oswoili się z większością negatywnych scenariuszy dla globalnych rynków akcji. W tym z tym najważniejszym, że amerykańska gospodarka pogrąży się w recesji. Dlatego też styczniowe wsparcia mają nie tylko dużą szanse się obronić, ale również mogą stać się bazą kolejnej próby odreagowania silnej przeceny z przełomu grudnia i stycznia.
Taka próba będzie udana tylko w sytuacji, gdy wysiłki popytu zostaną wsparte kilkoma lepszymi publikacjami makroekonomicznymi ze Stanów Zjednoczonych. To wciąż bowiem Wall Street nadaje ton wydarzeniom na światowych giełdach i dlatego poprawa nastrojów w Warszawie, warunkowana jest poprawą nastrojów za oceanem.
Ta poprawa może być znaczna zwłaszcza w sytuacji, gdyby nieco poprawiła się sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości. Nie musi to być trwała tendencja. Wystarczy tylko kilka lepszych raportów. Nadziej na osiągnięcie twardego dna przez ten segment rynku, może być przez kilka tygodni, doskonałą pożywką dla wyraźnego ruchu do góry.