Przewaga popytu na czołowych azjatyckich parkietach oraz prawdopodobne odrabianie środowych strat przez europejskie giełdy, również wskazuje na możliwość wzrostów w Warszawie.

Popytową wymowę ma też wczorajsza sesja na GPW. Pomimo, że zakończyła się ona spadkami indeksów, to z uwagi na obserwowaną w końcówce notowań zdecydowaną obronę rynku i minimalizację początkowych strat, należy ją zapisać jako plus dla strony popytowej.

To wszystko znajduje potwierdzenie w sytuacji technicznej polskich indeksów. W perspektywie najbliższych tygodni, wskazuje ona na możliwość dalszych, aczkolwiek prawdopodobnie dość często przerywanych kontrami podaży, wzrostów. Należy jednak pamiętać, że w dalszym ciągu jest to tylko wzrostowa korekta. I prawdopodobnie jeszcze w I połowie roku, warszawska giełda wróci do styczniowych minimów.

Aktualnie największym zagrożeniem dla światowych rynków akcji, a więc również i polskiego, są rekordowe ceny ropy. Słaba końcówka, rozpoczętej od silnych wzrostów, wtorkowej sesji na Wall Street oraz wczorajsza mocna przecena na głównych azjatyckich parkietach, były przede wszystkim podyktowane właśnie zwyżką cen ropy do poziomu 100 dol. za baryłkę.

W środę ten czynnik, za sprawą publikowanych danych o inflacji w USA i protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC, zszedł na drugi plan. Jeżeli jednak ceny ropy dalej będą rosły, to może to prowokować wyprzedaż akcji.