Wszystkie te czynniki miały zaowocować długo wyczekiwanym odbiciem. Po raz kolejny okazało się jednak, iż nadzieja nie jest tym, czym należy się kierować w inwestowaniu. Akcje na światowych parkietach tracą od momentu rozpoczęcia handlu, a indeksy notują kolejne minima.

Dane dotyczące wielkości chińskich rezerw walutowych wzbudzały ogromne zainteresowanie ze względu na rekordowo wysoki odpływ kapitału jaki ma miejsce w Państwie Środka w obliczu ostatnich obaw dotyczących spowolnienia w drugiej, największej na świecie gospodarce. Grudniowe dane dotyczące wielkości rezerw pokazały rekordowy spadek wysokości 108 mld USD. Rynek spodziewał się kolejnego rekordu i spadku rezerw w styczniu o kolejne 118 mld USD. Ostatecznie, prognozy okazały się przesadzone, a spadek wyniósł „jedynie” 99.5 mld USD. Początkowy optymizm z jakim rynki przyjęły odczyt został szybko zastąpiony przez zdroworozsądkowe myślenie. Rezerwy walutowe Chin nadal topnieją w rekordowym tempie co oznacza, iż odpływ kapitału z tamtejszego rynku wciąż nie został zahamowany.

W obliczu braku ważniejszych odczytów makroekonomicznych, spadki zapoczątkowane tuż po rozpoczęciu notowań nie miały pretekstu do odbicia, przeradzając się w panikę. Niemiecki DAX zakończył dziś swój marsz na południe wyznaczając nowe minima docierając do poziomów 8970 punktów, które ostatnio widziane były w październiku 2014 roku. O godzinie 17, DAX traci 2.99%. Spadki są obecne również na pozostałych europejskich giełdach. CAC40 traci 3.02%, FTSE 100 2.54%, a Euro Stoxx 50 2.95%. Spadki nie ominęły polskiej giełdy. Spadki są jednak relatywnie łagodne, a WIG20 zakończył dziś dzień 1.08% na plusie nie przekreślając swoich szans na dłuższe odbicie od osiągniętych w styczniu minimów.

Fatalne nastroje na giełdach nie ulegają zmianie po rozpoczęciu handlu w Stanach Zjednoczonych. S&P500 po nieco ponad godzinie handlu traci już 1.9% i znajduje się coraz bliżej styczniowych dołków w okolicach granicy 1800 punktów. W perspektywie całego tygodnia, niezwykle ważne będą środowe oraz czwartkowe wystąpienia szefowej FED, Janet Yellen. Z całą pewnością, obecna sytuacja rynkowa zmusi ją do bardziej gołębiego wystąpienia w porównaniu do grudniowej argumentacji pozwalającej na pierwszą od lat podwyżkę stóp procentowych.