W przypadku indeksu WIG20 chyba najważniejszym wydarzeniem było poranne przełamanie poziomów grudniowych dołków - to techniczny sygnał sprzedaży i w ramach impulsów spadkowych zwykle powoduje przyspieszenie zniżki. We wtorek tak się nie stało, co można interpretować jako wyczerpywanie się potencjału spadkowego na rynku.

W trwającej od końca października fali spadkowej tylko raz doszło do takiej sytuacji – było to w końcówce listopada, i wówczas doszło do sporego wzrostowego odreagowania trwającego 2 tygodnie. Nasz rynek wczoraj znalazł się moim zdaniem w bardzo podobnej sytuacji i gdyby tylko pomógł rynek amerykański, moglibyśmy się cieszyć z krótkoterminowych wzrostów na GPW. Tymczasem w Stanach po dniu przerwy wrócił strach i doszło do wyraźnej zniżki indeksów.

Choć zatem wtorkowe notowania dawały nam podstawy do lekkiego optymizmu, dziś nastroje mogą być dużo gorsze. Będzie nerwowo, a jedynym argumentem za obroną rynku jest to, że indeksom azjatyckim udało się wyjść na plus mimo rozpoczęcia sesji od wyraźnej zniżki.